Skarżysko-Kamienna On-Line - Forum mieszkańców Skarżyska-Kamiennej
Skarzysko.org: Forum mieszkańców Skarżyska-Kamiennej

www.skarzysko.org :: Zobacz temat - Pan Jezus Zwycięzy Ciemnośc cz III

 FAQRegulamin   SzukajSzukaj   GrupyGrupy     ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Posty na Forum sa własnościa ich autorów  - redakcja nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Posty zawierające wulgaryzmy oraz obrażające inne osoby  mogą zostac usunięte.
Zabranie głosu na Forum jest jednoznaczne z akceptacją REGULAMINU

Pan Jezus Zwycięzy Ciemnośc cz III
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    www.skarzysko.org Strona Główna -> Inne
Poprzedni temat :: Następny temat  
Autor Wiadomość
duchPHL
Wieszcz
Wieszcz


Dołączył: Aug 12, 2006
Posty: 2819

Skąd: ul Pilsudskiego

PostWysłany: Pon Maj 25, 2009, 17-26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Post nie związany z tematem. Usunięto.
Wozi
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
Tutejszy
Komik
Komik


Dołączył: Dec 14, 2007
Posty: 723


PostWysłany: Pon Maj 25, 2009, 18-42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Post nie związany z tematem. Usunięto.
Wozi
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
duchPHL
Wieszcz
Wieszcz


Dołączył: Aug 12, 2006
Posty: 2819

Skąd: ul Pilsudskiego

PostWysłany: Pon Maj 25, 2009, 19-14    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Post nie związany z tematem. Usunięto.
Wozi
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Czw Maj 28, 2009, 11-35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W związku ze skutkami ożywionej dyskusji, ponawiam I część "Papierków wiary" i zamieszczam ich najnowszą, drugą część:



MINI CYKL "PAPIERKI WIARY"
Część 1


Kapłani katoliccy wierzą w jednego boga w trzech postaciach to jest
euro,dolar i złotówka. Cała reszta to tylko scenografia służąca do zdobycia jak największej ilości mamony.

http://forum.nto.pl/Msza-slub-pogrzeb-Ile-biora-opolscy-ksieza-t22637.html


To radykalne słowa, ale czyż nie niosą w sobie prawdy i rzeczowej oceny rzeczywistości ?:

Afera salezjańska
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=5113


Ambasadorowie są różni: jeden z uśmiechem poprowadzi spotkanie dla młodzieży, drugi zaprosi po nim kilku nieletnich do swojego łoża…a trzeci:


Mieszkańcy: proboszcz chce zniszczyć zabytkowy kościół
http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1601024,0,,mieszkancy_proboszcz_chce_zniszczyc_zabytkowy_kosciol,wiadomosc.html


Jednakże życiem wszystkich Ambasadorów oprócz mamony i wiary rządzi trzecia siła – kościelna biurokracja wszechobecna i wszechwładna.


Na szczęście Mistrz Światła w swej wielkiej przezorności nie bawił się w żadne zaświadczenia, poręczenia czy licencje. Gdyby tak było i dodatkowo za ich wystawienie pobierałby opłaty to zakończyłby życie nie jako ubogi Zbawiciel lecz jako przebogaty prawdziwy Mesjasz Bogaczy. W dodatku prócz „uratowania świata” znalazłby kolejny złoty sposób na dojenie ludzi z pieniędzy.


Pan J. umarł bez grzechu lecz natura dążąc do zachowania równowagi zrekompensowała sobie „czystość” Mistrza Światłości kondycją moralną jego następców poprzez stulecia


Kościół jak w wielu sprawach wiarach, podobnie i w tej nie podążył za przykładem Pana J. uatrakcyjniając życie wiernych swoja rozbudowana biurokracją. Do jej prowadzenia służą min. wyspecjalizowane programy komputerowe:


program PARAFIA:
http://www.parafia.gliwice.pl/parafiao.php?id=4


Na pierwszy rzut oka skrawki papieru tworzące kościelną dokumentację czy niewinne wpisy w kartotekę nie wyglądają zbyt groźnie. Lecz to właśnie od nich zależy czy wierny jest rzeczywiście wiernym i czy np. będzie mógł wziąć ślub albo ochrzcić dziecko.


Brak zaświadczeń czy wpisów oznacza dla Kościoła tyle że wierny nagle przestaje być wiernym, wszak miara jego wiary nie jest stosowanie się do przykazań i bycie dobrym człowiekiem w codziennym życiu. Bez zaświadczeń wierny dla Światłości po prostu nie istnieje, nie istnieje więc też jego wiara czy oddanie.


O tym czy jest się wiernym decydują wpisy w kościelnych dokumentach. W ten sposób wielu ludzi prześladuje swoista klątwa „papierkowej wiary”::


Jola pochodzi spod Gniezna. Obecnie mieszka u babci w Bydgoszczy. W swojej parafii nie dała się poznać, bo nawet nie założyła kartoteki, regularnie chodzi jednak z babcią do kościoła. – Proboszcz nie chce mi wydać zaświadczenia, że jestem praktykującą katoliczką, ponieważ nie jestem oficjalnie jego parafianką – mówi Jola. Ratunkiem w tej sytuacji... była znana księdzu proboszczowi babcia,
która poświadczyła, że Jola rzeczywiście praktykuje.

http://www.pchkchojnice.pelplin.opoka.org.pl/www/index.php?option=com_content&task=view&id=37&Itemid=81


Czyli gdyby nie błogosławione poświadczenie babci, nasza bohaterka mogłaby okazać się nie ujętą w kartoteki, chociaż regularnie chodzącą do kościoła poganką.


Od kościelnej biurokracji zależy także dostęp do sakramentów czy możliwości pochówku po śmierci…ale co najważniejsze, bezrozumny kawałek papieru nie tylko decyduje o wierze ale rządzi życiem wiernego i towarzyszy mu od kołyski aż po grób:


a) CHRZEST – Czyli powitanie kolejnego wiernego- skarbonki w progach Światłości. Cała rzecz zaczyna się niewinnie niewielką ilością „potrzebnych” dokumentów:

1. Zaświadczenie od proboszcza rodziców chrzestnych, że mogą zostać chrzestnymi
2. W przypadku dzieci spoza naszej parafii - pozwolenie właściwego proboszcza na chrzest poza parafią


Czasem dochodzą do nich jeszcze takie warunki i obostrzenia:

1.zaświadczenie uczestniczenia w spotkaniu duszpasterskim przed chrztem dziecka, które odbywa się w pierwszą niedzielę miesiąca o godz. 15.00,
2.rodzice i chrzestni zobowiązani są do odprawienia spowiedzi św. z okazji chrztu dziecka
3.Zgodnie z dekretem Biskupa Ordynariusza jeżeli rodzice nie zawarli sakramentalnego związku małżeńskiego lub go zawarli, ale są niepraktykującymi katolikami, muszą wraz z chrzestnymi wobec proboszcza złożyć oświadczenie o katolickim wychowaniu swojego dziecka. Jest to podstawowy warunek, aby ich dziecko zostało ochrzczone.

http://www.kolegiata-sroda.pl/kolegiata/index.php?action=biuro
http://www.parafiastarekurowo.republika.pl/kancelaria.htm


Aby zostać chrzestnym, rzecz jasna potrzebna jest nie tylko dobra wola i czas ale i zaświadczenie od Ambasadora:


Rodzice chrzestni muszą przedstawić świadectwa moralności wystawione przez duszpasterza parafii, w której mieszkają. Świadectwa to należy dostarczyć w dniu spisywania aktu chrztu, a najpóźniej w dniu chrztu świętego.
http://www.dobramama.pl/pokaz/1091/chrzestni


Zachodzi tu pytanie: skoro rodzice chrzestni muszą wylegitymować się świadectwem moralności, to dlaczego takim zaświadczeniem nie miałby wylegitymować się dany Ambasador- bo przecież to on jest głównym „aktorem” udzielających chrztu…


Sęk w tym że nie każdy wierny staje się „godzien” by takie zaświadczenie otrzymać, nawet gdyby okazał się „ostatnim sprawiedliwym” na ziemi:


Jagna mieszka na stałe i pracuje we Wrocławiu. Nigdy nie była jednak w
swojej parafii, ponieważ regularnie uczęszcza do kościoła oo. Dominikanów.

Kiedy poszła do proboszcza po zaświadczenie o tym, że jest praktykującą
katoliczką – bo ma zostać niedługo matką chrzestną – proboszcz odmówił
wydania dokumentu, twierdząc, że nie jest jego parafianką.
Takie przykłady można by mnożyć. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że
parafie mają charakter terytorialny. Obowiązuje zasada: tam, gdzie mieszkam, jest moja parafia, tam powinienem założyć swoją kartotekę i stamtąd przyjmować kolędę.

http://www.pchkchojnice.pelplin.opoka.org.pl/www/index.php?option=com_content&task=view&id=37&Itemid=81


W ten sposób Światłość ocenia człowieka nie po jego uczynkach czy wierze lecz po ilości posiadanych zaświadczeń i dopełnionych formalności. Mało tego, wierni zostali faktycznie „przypisani” swoim pasterzom w koloratkach i jakakolwiek ucieczka ze stadka w objęcia innego pasterza lub inna zmiana jest co najmniej trudna. Dokumenty budują i podtrzymują system „papierkowej wiary”:


Chrzest nie dla każdego
W tychże dniach załatwiamy sprawy dotyczące chrztu. I powiem szczerze - jestem zdruzgotany biurokracją...(…)

Wiernych np. w Zachodniej Europie jest już tak mało, że 1/3 parafii musiała zostać zamknięta. (…)

Co zrobiłby średnio rozgarnięty przywódca czegokolwiek, gdyby - w obliczu dosyć dużego upadku liczebnego tego czegokolwiek i prawdopodobnego zmarginalizowania - zgłaszaliby się do niego chętni wstąpić do tego czegokolwiek lub zapisać swoje dziecko? Z radości kicałby przez godzinę, wyściskałby wszystkich po kolei i ze wszech sił pokazywałby jakie to cokolwiek jest wspaniałe. Ale nie Kościół Katolicki. On nadal uważa, że trzeba do niego na kolanach. Mnoży przeszkody i zasłania się biurokracją.

http://daajner.blogspot.com/2007/04/chrzest-nie-dla-kadego.html


Załatwienie formalności nie oznacza wcale że wierny otrzyma np. należny mu sakrament bo o tym ostatecznie decyduje „widzimisię” danego Ambasadora:


Proboszcz z Byczyny odmówił małej Natalce sakramentu, bo rodzice dziecka nie mają ślubu kościelnego.
Olga poszła do swojego duszpasterza zaraz po powrocie z Kluczborka. Proboszcza nie zastała. Wikary kazał jej przyjść za dwa dni, po wieczornej mszy.

Myślała, że zgoda na chrzest w innej parafii to czysta formalność i zaczęła robić przygotowania, zaprosiła gości.

- Poszłam do proboszcza i wyjaśniłam mu, że ochrzczę dziecko w innej parafii, że wszystko już załatwione, potrzebuję tylko księdza zgody - mówi Olga. - Wtedy usłyszałam, że zgody mi nie da, bo najpierw powinien być ślub, a potem chrzest.

Dziewczyna zaczęła przekonywać proboszcza, że wprawdzie do kościoła chodzi rzadko, jednak w Boga wierzy, modli się i stara się żyć we­dług przykazań.

Ksiądz jej odpowiedział, że da zgodę na chrzest, jeśli Olga napisze oświadczenie, że wychowa córkę w wierze katolickiej.

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080229/REGION/655044828


Działanie powyższego Ambasadora pachnie prawdziwie diabelską praktyką bo w zamian za dobry uczynek, nasza bohaterka musiała by w imieniu córki podpisać cyrograf i „podarować ją” Światłości.


b) ŚLUB - O tym że miłość nie jest podstawowym warunkiem by wierni mogli wziąć ślub. Wspomnę tylko że aby zawrzeć ślub Światłości, trzeba być zdrowym, móc się rozmnażać, nie być innej orientacji niż heteroseksualna i oczywiście darzyć się uczuciem…ale jeśli ktoś uważa że to już wystarczy to jest w wielkim błędzie...

Co można zrobić z dwojgiem zakochanych w sobie po uszy ludzi którzy postanowili pójść ze sobą przez resztę życia ?

Odpowiedź brzmi: MOŻNA Z NIMI ZROBIĆ WSZYSTKO.

Światłość zdając sobie z tego dobrze sprawę, wprowadziła wiele biurokratycznych zapór które chętni do zawarcia ślubu kościelnego, muszą przeskoczyć pomagając sobie pieniędzmi:


Jeśli bierzemy ślub poza swoimi parafiami, wymagana jest licencja. Jednakże niewiele osób wie, że jest jeszcze inna możliwość - zaświadczenie i to tylko z jednej parafii (…) Otóż, wystarczy pojechać do mojej parafii i ta musiałaby wystawić ZAŚWIADCZENIE ze zgodą przeniesienia całego procesu dokumentów do parafii w której będziemy brali ślub, czy coś takiego. W ten sposób POMIJA SIĘ CAŁKOWICIE parafię drugiej strony, tutaj parafię mojej narzeczonej.

Wydawałoby się coś jak dla nas, nie będziemy musieli się użerać z proboszczem parafii mojej narzeczonej. Piszę użerać, bo przeprawy z owym proboszczem tam trwają czasami miesiącami. (…)

No to zadowoleni z takiej sytuacji pojechaliśmy do mojej parafii. Tam okazało się że ksiądz kanonik nawet nie wiedział o takim sposobie załatwiania sprawy. Powiedział by przyjechać za jakiś czas. Więc przyjechaliśmy drugi raz.

No i usłyszeliśmy że owego zaświadczenia mój proboszcz mi nie wystawi. Polecił tylko by się dogadać z owym kłopotliwym proboszczem i że na pewno się zgodzi. (…)

Myślicie że po takich lub podobnych perypetiach zbliżamy się czy oddalamy od ceremonii coniedzielnych mszy i uczestnictwie w nich?

http://www.forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=17087


Ambasadorowie by pobłogosławić młodą parę wpierw muszą otrzymać min. następujące dokumenty:


1. Metryka chrztu (ważna 6 miesięcy)
2. Zaświadczenie o przyjętym sakramencie bierzmowania (lub odpowiednia adnotacja na metryce chrztu)
3. Zaświadczenie o udziale w konferencjach dla narzeczonych (kurs przedmałżeński) i rozmowach w Katolickiej Poradni Rodzinnej - dwie rozmowy
4. Zaświadczenie o wygłoszonych zapowiedziach (gdy były głoszone poza naszą parafią)
5. Zaświadczenie o odbytych spowiedziach przedślubnych (dostarczamy bezpośrednio przed ślubem)
6. Świadectwo z nauki religii ze szkoły średniej

http://www.kolegiata-sroda.pl/kolegiata/index.php?action=biuro


Do tych „papierków” dochodzą rzecz jasna te wystawione Urząd Stanu Cywilnego. Skoro w zasadzie do zawarcie małżeństwa ze „świeckich dokumentów” potrzebne są jedynie: dowód osobisty i zaświadczenie z USC…to po co Kościół żąda aż dalszych sześciu wystawionych przez swoich pracowników ?:


Opłaty w kościele, za chrzest, komunię, bierzmowanie, ślub, pogrzeb czy msze w intencji zmarłego to temat raczej drażliwy. - Biorę ślub w kwietniu - opowiada 23-letnia Małgorzata. - Ale nie w Głogowie skąd pochodzę, lecz w innym mieście. Usłyszałam od księdza w mojej parafii, że muszę w takiej sytuacji mieć licencjat, czyli zaświadczenie, że byłam chrzczona, miałam komunię i bierzmowanie. Powiedział mi bez żadnego problemu, że takie zaświadczenie kosztuje nie mniej niż 100 zł.
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090320/POWIAT03/606273767


Kosztuje oczywiście nie tylko Licencja, bo jak wspominałam – z zakochanymi jak i ich portfelami, słudzy Światła mogą zrobić WSZYSTKO, choć najczęściej wystarczy im to że je dokładnie wyczyszczą:


- Brałem ślub na wsi pod Zieloną Górą - opowiada Janek. - Zapłaciliśmy 300 zł za ślub, 100 zł za kwiaty w kościele i 200 zł za zespół skrzypcowy. Wcześniej jednak wydaliśmy w sumie 120 zł za weekendowy kurs przedmałżeński, trwał zaledwie trzy dni.
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090320/POWIAT03/606273767


…swoją drogą istota działania tego czegoś określanego mianem „Licencji”, przypomina dokument wystawiany przez właściciela zezwalający chłopu pańszczyźnianemu na przejście z jednej wsi do drugiej:


Wybrałam się po licencję do kancelarii, ksiądz się pyta o miejsce zamieszkania, więc ja mówię, że ten sam adres, a ten na to, że my to żyjemy w konkubinacie. Ja mówię do niego, że to żaden konkubinat, a ten aż sie zapienił. Pytam się ile się należy za tą licencję, ten mi mówi, że nie mniej niż 100zł, bo tak ustalił proboszcz. Nie miałam przy sobie tyle kasy, więc mu powiedziałam, że przyjdę po tą licencję, po weekendzie.

Przychodze po weekendzie, siedzi proboszcz w kancelarii i mówię mu, ze miałam odebrać licencję. Dał mi ją i pytam ile się należy, proboszcz: 50 zł. Nawet się nie przyznałam, ze tamten ksiądz chciał 100zł, więc zaoszczędziłam 50zł.

http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=157755&page=2


Lecz przy chrzcinach czy ślubie, oprócz Ambasadora, rodziców, chrzestnych i rzecz jasna- dziecka, konieczna jest obecność jeszcze kogoś…

Każde ważne wydarzenie w naszym życiu zostaje w jakiś sposób udokumentowane – te dobre zazwyczaj dodatkowo na licznych fotografiach by po latach powracać do nich myślami.

Podobnie chrzciny czy ślub nie obejdą się bez obecności fotografa który w świątyni Światłości utrwali chwile szczęścia…ale tylko wtedy gdy wylegitymuje się odpowiednią „licencją”:


Kurs liturgiczny dla fotografów i operatorów kamer video
http://www.kuria.lublin.pl/www/Kurs_liturgiczny_dla_fotograf%C3%B3w_i_operator%C3%B3w_kamer_video


Wyrobienie licencji kosztuje. Jednakże nawet ona okazuje się nie być trwałą, bo przecież zawsze Światłość może ją anulować:


Fotograf ślubny, zanim zrobi choć jedno zdjęcie w kościele, musi zrobić kurs w diecezji. Księża uczą, jak trzeba zachowywać się w trakcie uroczystości. Zaświadczenie z odbytego kursu obowiązuje w całej Polsce bezterminowo. Wyrabiane w Sosnowcu straciły jednak ważność. -Niemożliwe! - oburzają się fotografowie. -Tak, bo macie wybiórczą pamięć i nie wiecie, jak się zachować w świętym miejscu - odpowiadają księża. Kurs jest do powtórki!
http://www.e-sosnowiec.pl/index.php?dane=glowna&art_glo=2775&num=3

Sam pomysł „licencji” dla fotografów dla trzeźwo myślącego człowieka jest absurdalny. Bo czy w obiektywie aparatu może ukrywać się np. Pan Diabeł albo Ciemność ?

Oczywiście dla ich pomysłodawców, „licencje” są jak najbardziej korzystne, bo każdy „papierek” czy „zaświadczenie” przynosi przecież Światłości konkretne pieniądze…a dokumenty związane z chrzcinami czy ślubem to jedynie czubek góry lodowej…


c.d.n



.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec


Ostatnio zmieniony przez mariolcia dnia Czw Maj 28, 2009, 11-42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Czw Maj 28, 2009, 11-41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

MINI CYKL "PAPIERKI WIARY"
Część 2


- Jezus uczył czegoś szczególnego: był przeciwnikiem religii na pokaz. Krytykował faryzeuszy, że przywdziewają długie szaty, by inni podziwiali ich pobożność. Był przeciwnikiem modlitwy takiej, by inni widzieli i podziwiali. My tymczasem stworzyliśmy całe systemy takich modlitw i strojów. Uważał, że ludzie są braćmi, mówił, żeby nikogo nie nazywać ojcem czy nauczycielem. Dlaczego więc powstały całe instytucje, w których ludzie każą siebie nazywać ojcami, ojcami duchowymi czy ojcami świętymi?
http://wyborcza.pl/1,90705,4124487.html


Odpowiedź na tak zadane pytanie jest równie prosta jak prosty jest przypisany ludzkości popęd do bogactwa i sławy. Każde duże przedsięwzięcie nie obejdzie się bez konkretnej, rozpoznawanej marki produktu, dobrej reklamy i dopełniającej ją „otoczki” – dzięki temu ludzie są gotowi za ciężkie pieniądze kupić wszystko, nawet miraż życia po śmierci, otrzymany z rąk nieistniejącego Boga…


…ale w show-biznesie nie wystarczy stworzyć i sprzedać coś atrakcyjnego – trzeba mieć nad tym także pełną kontrolę i nadzór by maksymalizować zyski i minimalizować ryzyko strat. Dlatego pełny nadzór daje o sobie znać nawet w jednych z najradośniejszych chwil życia dziecka:


c) KOMUNIA – drugi, najważniejszy po chrzcie moment w życiu młodego stronnika Światłości. Z pozoru prosta rzecz opierająca się na przyjęciu hostii przez zainteresowanego, zdążyła obrosnąć już ponadnaturalną wystawnością i stać się jedna z okazji do „pochwalenia się zamożnością” przed sąsiadami, znajomymi czy innymi wiernymi. Jednak by oddani Światłości zaspokoili swoje pragnienie przyjęcia sakramentu i nasycili własną dumę, trzeba dopełnić następujących formalności:


Dokumenty potrzebne do I Komunii.

• świadectwo chrztu dziecka, jeśli dziecko jest z poza parafii,
• pozwolenie na I Komunię poza parafią zamieszkania.

http://parafiakunowo.bloog.pl/kat,580527,index.html?_ticrsn=5&ticaid=681a1


Do powyższych punktów mogą dochodzić i inne wymagania:


- Regularne uczestnictwo w niedzielnej mszy, udział w lekcjach religii oraz wola przyjęcia Komunii Świętej, to podstawowe kryteria dopuszczenia kandydata do przyjęcia tego sakramentu – informuje ks. Mirosław Szewieczek, wikary w parafii p.w. Przenajświętszej Trójcy w Bielsku-Białej.
http://www.bielsko.biala.pl/1781,artykuly


Istnieje podstawowa zasada udzielania komunii, wzięta ze zbioru zasad wyraźnie przypisujących wiernego do danej parafii:


Pierwsza Komunia, czyli różne oblicza wspólnoty

"Dziecko powinno przystępować do pierwszej Komunii świętej w swojej parafii, gdyż pierwsza Komunia dziecka integruje zarówno samo dziecko, jak i jego rodzinę, ze wspólnotą kościoła parafialnego." Koniec cytatu. Początek kłopotów.


http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pierwsza_komunia_czyli_rozne_oblicza_wspolnoty_8917.html


Swoista rejonizacja wiernych i ich wiary w przypadku komunii nie daje się tak we znaki jak rejonizacja religii chrześcijańskiej w ramach jej poszczególnych odłamów. Okazuje się bowiem że wierny jednego kościoła czczącego Pana J., może mieć problemy z przyjęciem komunii w innych kościele...także oddającym przecież hołd Panu J.:


Proboszcz nie pozwala dziecku przystąpić do Komunii Św.

Grekokatolicki proboszcz, ksiądz Bogdan Pipka, nie chce wydać wypisu z metryki chrztu dziewczynki. Dwa lata wcześniej taki sam problem był ze starszą wnuczką.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,Proboszcz-nie-pozwala-dziecku-przystapic-do-Komunii-Sw,wid,11094863,wiadomosc.html

Jak pokazują przykłady np. z Półwyspu Iberyjskiego komunii można nie dostać wcale gdy podąża się nieco szerszym torem życia niż ten wyznaczony przez kościół…:


Portugalski ksiądz Nuno Serras Pereira ogłosił w czwartek w dziennikach lizbońskich, że będzie odmawiał udzielania komunii świętej katolikom, którzy stosują wszelkiego rodzaju sztuczne metody antykoncepcyjne i metody zapładniania in vitro, względnie opowiadają się za aborcją i eutanazją.

Do kategorii tych, którym będzie odmawiał komunii świętej, zalicza również osoby stosujące wszelkiego rodzaju pigułki i czopki zapobiegające zajściu w ciążę - pisze w czwartek portugalski dziennik "Publico".

http://www.racjonalista.pl/index.php/s,11/t,3589


Wspominałam wcześniej że komunia to nie tylko biurokracja – to także duże pieniądze związane z wydatkami na nią. Jak ukazują najnowsze przykłady, są Ambasadorowie którzy z radością w sercach chcieli ulżyć doli dzieci, obdarowanych pieniędzmi na prezenty komunijne…:


Rodzice w szoku, księża biorą pieniądze od dzieci

wp.pl: Wielu rodziców jest oburzonych zachowaniem księży, którzy zbierają pieniądze od dzieci przystępujących do pierwszej komunii świętej. – Podczas mszy z okazji białego tygodnia ksiądz kazał dzieciom włożyć do koperty część banknotów, które otrzymały od rodziny. I ma być tyle, by starczyło na chleb i składniki do niego – pisze Internauta WP o nicku Gość.

http://www.portalkaliski.pl/?str=28&id=24626


Jeżeli za składniki do powyższego „chleba” uznamy kawior i najdroższe sery i wędliny to w istocie, Ambasadorowie nie obdzierali dzieci z mamony lecz tylko powodowali by dzieci dokarmiały „przymierających z głodu Ambasadorów”…a jest to całkiem realne bo jak piszą na Forum Wiara:


Tak, na Kościół trzeba łożyć, dla wierzących jest to coś oczywistego. W wychowywaniu dzieci kładzie się przecież akcenty na te sprawy, których chcemy dzieci nauczyć, w których chcemy je właśnie wychować.
Uczymy dzieci, że należy się dzielić, np. cukierkami, z kolegami. I to jest dobre.

http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=21049&postdays=0&postorder=asc&start=0


Nic więc dziwnego że w świetle niedawnych wydarzeń krążą takie anegdoty:


dzieci w drodze do ołtarza z kopertami:
- cześć, Kasiu.
- witaj, jasiu.
- ile masz pieniążków dla księdza?
- mama dała mi 30 złotych.
- mi tatuś włożył aż 50 złotych!
- ale dużo! na pewno będziesz w niebie!

http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=21049&postdays=0&postorder=asc&start=0


Powyższe dziecko- ofiarodawca, może poczuć się wręcz „wniebowzięte” oddając banknoty w ręce przywykłe do ich liczenia…


…”wniebowzięcie” grozić też może dzieciom i dorosłym chorym na celiakię, dla których przyjęcie tradycyjnie wykonanej hostii może zakończyć się śmiercią – to jednak nie wystarcza by obejść kościelną biurokrację, wszak już od dawna wiadomo że to ludzie są dla Kościoła- a nie Kościół dla ludzi…:


Czy Pana Jezusa zabija ryż?

Wiele się nasłuchałam historii o tym, jak to Kościół szykanuje chore dzieci, a księża są opryskliwi. Bo nie chcą udzielić dziecku komunii komunikantem z mąki ryżowej. Bo nie chcą udzielić pod postacią Krwi Pańskiej. Bo proboszcz kogoś wyrzucił z zakrystii twierdząc, że o fanaberiach rozmawiał nie będzie. Że to niesprawiedliwe, bolesne, że pokazuje, że w Kościele nie ma miłości...


http://www.wieczernik.oaza.pl/artykul.php?aid=376


Z jednej strony mamy praktycznie elitę wiernych, którzy nie bacząc na niebezpieczeństwa związane z własną chorobą chcą przyjąć komunię. Z drugiej strony i w tym przypadku jak bumerang powraca klątwa „papierkowej wiary”, bo by taki schorowany wierny mógł zasłużyć na posilenie się ciałem Pana J., musi najpierw wystarać się o odpowiednie zezwolenie:


Jestem dorosła, celiakię wykryto mi 2 lata temu. Wystarałam się o specjalne zezwolenie z Kurii na przystępowanie do Komunii pod postacią wina. Było owszem z tym trochę problemów - ksiądz w Kurii był arcyniemiły, twierdził, że przesadzam (choć miałam zaświadczenie lekarskie), ale w końcu biskup się podpisał.
http://forum.celiakia.pl/viewtopic.php?t=95


Są jednak przypadki na świecie że z przyzwoitością i poczuciem człowieczeństwa wygrywają doktryna i sztywne przepisy kościelnej biurokracji:


Matka dziecka chorego na celiakię walczy o komunię z ryżu

Prawdziwy dramat zaczął się, gdy Haley chciała przystąpić do sakramentu komunii. Matka znalazła księdza, który po cichu zgodził się go udzielić dziewczynce w postaci opłatka z mąki ryżowej. Jednak biskup Trenton, któremu podlega parafia dziewczynki, komunię unieważnił: zgodnie z nauką Kościoła hostia musi być wykonana z mąki pszennej.

http://wyborcza.pl/1,86746,2242864.html


Nie tylko na chrzest, ślub czy komunię trzeba otrzymać pozwolenie i zgromadzić komplet potrzebnych zaświadczeń. Nawet by raz do roku Ambasador zechciał do wiernego wstąpić w czas kolędy, też potrzebny jest „papierek”:



Pani Teresa nie przyjmuje także kolędy, ponieważ nie chodząc do kościoła Świętej Trójcy, nie wie o jej terminach. – Kiedyś poprosiłam o kolędę z parafii św. Aleksandra, ale dowiedziałam się, że muszę mieć pozwolenie z macierzystej parafii – opowiada.
http://www.pchkchojnice.pelplin.opoka.org.pl/www/index.php?option=com_content&task=view&id=37&Itemid=81


Jakość wizyty duszpasterskiej zależy oczywiście w pełni od danego Ambasadora i jego kondycji, bynajmniej nie tylko fizycznej…:


Pani Zofia: - Moja kolęda wyglądała jak wizyta komornika!
(...)

Zofia Kasperczyk z Nowogrodu Bobrzańskiego ma wielki żal do proboszcza. Nawet mieszkania nie poświęcił. Czy dlatego, że na kościół za mało płaci? Proboszcz twierdzi, że to nie ma nic do rzeczy. Po prostu klimatu do duszpasterskiej wizyty nie było.
(...)

Proboszcz nie mógł już nas pominąć. Powiedział "Pokój temu domowi” i wszedł, ale chyba nie z duszpasterską wizytą. Otworzył czarną teczkę i pokazał bazę danych z osobami, które zalegają z opłatami na kościół. Zwrócił uwagę, że też zalegamy. Powiedziałam, że regularnie chodzę do kościoła. Mamy dwójkę dzieci i czwórkę wnucząt wychowanych w wierze katolickiej. Dajemy na tacę, sprzątamy kościół, kiedy jest nasza kolej, przynosimy kwiaty z ogrodu.

- Wpłacamy, jak możemy, 20 lub 50 zł. Na przykład za opłatek. Wrzucany on jest do skrzynek listowych wraz z dodatkową kopertą. Jest na niej imię, nazwisko i nadruk: "Ofiara z racji otrzymanych opłatków przeznaczona jest na spłatę długów powstałych po prowadzonych remontach w naszych kościołach...”.
(...)

Ksiądz stwierdził, że jak jesteśmy tacy biedni, to mogliśmy powiedzieć i odrobić to, czego nie daliśmy na kościół. Mąż, który ma 69 lat, ręce i nogi powykręcane od reumatyzmu, zapytał, jak ma pracować tymi rękami. Pokazał je księdzu, ale za bardzo nie chciał na nie patrzeć. Wyszedł, nie pomodlił się, mieszkania nie poświęcił. Sama więc je poświęciłam. Po co więc taka kolęda? To wyglądało raczej na wizytę poborcy podatkowego lub komornika

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090228/POWIAT16/675092850


Ambasador w czasie odwiedzania i doglądania podległych mu „dusz” w ich mieszkaniach wykonuje dla „papierkowej wiary” cenną i ważną robotę:


Ale kolęda ma jeszcze inne cele — sprawdzenie co „owieczki" robią, czym się interesują, jak mieszkają i szczególnie co czytają. Dlatego biblioteka, jeżeli jest w mieszkaniu, stanowi przedmiot szczególnego zainteresowania odwiedzającego pasterza. Byłem kiedyś świadkiem takich odwiedzin. Odmawiając wyuczoną formułkę modlitwy ksiądz bardzo uważnie rozglądał się po mieszkaniu. Potem wyciągnął kartotekę (gotowy formularz) i pytał — „jak zdrowie, jak praca, zadając również pytania szczegółowe z kartoteki w sprawach, które nie były do kościoła podawane a które mogły być zebrane jedynie z urzędów państwowych lub samorządowych. A więc urzędy te stoją otworem dla wywiadu kościelnego, w czasie kolędy sprawdza się tylko wiarygodność danych i je aktualizuje.
http://psr.racjonalista.pl/kk.php/s,3885


Jak widać kolęda oprócz „połowu” ofiary, pełni ważną funkcję zbierania danych, które przydają się później np. w czasie załatwiania spraw związanych choćby z pogrzebem….


…c.d.n




.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
duchPHL
Wieszcz
Wieszcz


Dołączył: Aug 12, 2006
Posty: 2819

Skąd: ul Pilsudskiego

PostWysłany: Czw Maj 28, 2009, 12-40    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:


W związku ze skutkami ożywionej dyskusji, ponawiam I część "Papierków wiary" i zamieszczam ich najnowszą, drugą część:

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Rodzice w szoku, księża biorą pieniądze od dzieci

wp.pl: Wielu rodziców jest oburzonych zachowaniem księży, którzy zbierają pieniądze od dzieci przystępujących do pierwszej komunii świętej. – Podczas mszy z okazji białego tygodnia ksiądz kazał dzieciom włożyć do koperty część banknotów, które otrzymały od rodziny. I ma być tyle, by starczyło na chleb i składniki do niego – pisze Internauta WP o nicku Gość.
http://www.portalkaliski.pl/?str=28&id=24626


Od kiedy trollowanie po bialorusku nazywamy "ozywiona dyskusja"? A przy okazji, badzze laskawa przekazac nam na forum orzeczenie i wyrok sadu ws. ksiedza Wladyslawa Lokieta z Lututowa k/Wielunia, co to ponoc takim wstrenym pedarasta jest i o ktorym ongis GW tak ciekawie pisalo! Bo widzisz zlotko, nie moge spac po nocach nie wiedzac czy ten domniemany (i jak przypuszczam do poczatku wyimaginowany) przestepca jest jeszcze nadal na wolnosci!

A tak mimochodem, ciekawa to sprawa od kiedy bialoruskie KGB z bryndzy wykazuje tak wielkie zainteresowanie sprawami katolikow i broni maglowych plotek promulgowanych tutaj przez jakies roztrojone stworzenie z zaburzeniam w identyfikacji plciowej!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
Saba
Sekretarz
Sekretarz


Dołączył: Jan 31, 2004
Posty: 335


PostWysłany: Pią Maj 29, 2009, 16-49    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

duchPHL pisz na jakosc nie na ilosc.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
hell
Bard
Bard


Dołączył: Aug 28, 2006
Posty: 1173

Skąd: Czeluście Piekieł.../przydworcowe

PostWysłany: Pią Maj 29, 2009, 18-36    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Odpowiedź brzmi: MOŻNA Z NIMI ZROBIĆ WSZYSTKO.

czyli można im zacząć robić wodę z mózgu...a to prowadzi w swoim czasie do przejrzenia na oczy i rozejścia się w cholerę...proszę nie kasować wypowiedzi ze względu na cholerę, bo to nie jest przekleństwo Twisted Evil
teraz po kolędzie będzie przychodził spasiony klerykał i pytał się kiedy dziecko, aż do skutku, a co gdzy nie będa chcieli mieć dzieci? wtedy będzie im bredził że są w błędzie. jak to z ochroną życia poczętego - chronić by się urodziło nawet z brutalnego gwałtu, a potem już niech się dzieje co chce, czyli kasa sama płynie do parafii...chrzest, komunie, bierzmowanie...itp...a i jeszcze więcej po kolędzie i na tace...bo rodzina się powiększyła.
_________________
You can win if you want...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
duchPHL
Wieszcz
Wieszcz


Dołączył: Aug 12, 2006
Posty: 2819

Skąd: ul Pilsudskiego

PostWysłany: Sob Maj 30, 2009, 15-16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
kolędzie będzie przychodził spasiony klerykał


Skoro tu ktos wspomnial o wyszukanej elokwencj, to chcialbym wytknac drogiemu bratu hellowi, ze kazdy kaplan (nawet ten najbardziej opasiony) to ipse Chrystus czyli sam Chrystus, jak to kiedys gadano w Rzymie. Walac obuchem w kaplana tak dla hecy (jak nasz "mariolcia") przysparzasz sobie wiele niepotrzebnego klopotu z jego szefem. Nie jest to zby madre, no nie? Czys ty pobieral jakichs lekcji na Bialorusi od tych dwoch z tamtejszej KGB, czyli tych dwoch z Nikad? Cool
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Pon Cze 08, 2009, 08-29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

MINI CYKL "PAPIERKI WIARY"

Część 3




Przyszedł moment że przejrzałam na oczy. Zmieniłam kościół na Protestancki i teraz wiem że to było słuszne. Jestem szcześliwa, spełniona i dumna z mojego kościoła. K Katolicki jest przepełniony obłudą, fałszem. Co zresztą idzie z samej góry.
http://forum.interia.pl/watek-chronologicznie/no-ma-racje-problem-z-chrztem,1062,759948,,c,1,4,0,0


Zaprawdę chwalebne, sprawiedliwe a dla prawdy zbawienne to słowa…lecz czy samą decyzję można uznać za trafną skoro prowadzić ona wciąż będzie do czczenie i oddania bezcennej wartości jaką jest życie dla kultu tego co nie istnieje ?

Pytanie z pozoru retoryczne ze znaną jednak przez ludzi inteligentnych odpowiedzią.

Życie każdego dobiegnie prędzej czy później kresu kończąc się uroczystym pożegnaniem z ziemskim padołem i bliskimi czyli…


d) POGRZEBEM – Pogrzeb jednak pogrzebowi nierówny bowiem zarówno zmarły wierny jak i jego najbliżsi na własnej skórze doświadczyć mogą klątwy „papierkowej wiary”, która wspiera „żądzę pieniądza” Ambasadorów Pana J.:

-Formalności pogrzebowe teścia naszej czytelniczki. Sytuacja miała miejsce w minionym roku: W kancelarii dyżur miał ksiądz proboszcz, przez pierwszą chwilę bardzo miły, ale już po kilku minutach pojawiły się problemy...

Gdy zapytaliśmy ile się należy? Bez wahania ksiądz odpowiedział, że 600 złotych. Jako, że naprawdę wydaliśmy prawie wszystkie pieniądze na pochówek, będąc wcześniej w zakładzie pogrzebowym, nie mieliśmy możliwości uzbierać aż takiej kwoty (jesteśmy młodymi ludźmi, a w tamtym czasie pracował tylko mój mąż).

Poinformowaliśmy proboszcza, że nie mamy tyle pieniędzy i przedstawiliśmy fakturę za całość usług pogrzebowych, proponując za posługę księdza kwotę 350 zł. Rozpoczęła się gra "w karty", czyli w wyciąganie szczegółów z życia teścia, zapisanych w kartotekach parafialnych. Proboszcz zaczął uświadamiać nas ile razy teść przyjął księdza po kolędzie, a gdy stwierdziłam, że to jest niepoważne, wyciągnął też naszą kartotekę - bo jak mówił - chciał przekonać się, ile dajemy na kościół.

Od tego się wszystko zaczęło. Po obejrzeniu faktury z zakładu pogrzebowego powiedział nam abyśmy tam wrócili i zmienili trumnę na jedną z najtańszych, sugerując, że ojca możemy pochować w ubraniach, które zostały w domu, to wystarczy nam wtedy na pochówek z księdzem. Proboszcz dodał jeszcze, że nie może pochować ojca za mniejsze pieniądze bo ma do zapłacenia rachunek za prąd.

http://www.elblag24.pl/elblag,darmo_otrzymaliscie_darmo_dawajcie,20981,0,0,0,4.html


Na sam „zaszczyt” bycia pochowanym dzięki zgodzie Ambasadora Światłości, wierny pracuje całe swoje życie i w tym jego dążeniu do mitu „pośmiertnego zbawienia”, liczy się każdy szczegół:


Nie wpuścisz kolędy, nie będziesz miał pogrzebu

Nie przyjmiesz kolędy - nie licz na kościelny pogrzeb - zagroził swoim parafianom proboszcz z Bielska-Białej.

(...)

"Nasza wizyta duszpasterska w adwencie lub w okresie Bożego Narodzenia ma na celu przyniesienie błogosławieństwa Bożego do Waszej Rodziny. (...) Zamknięte drzwi czy celowa nieobecność jest znakiem, że nie zależy nam na pomocy Bożej ani duszpasterskiej opiece parafii, tak też ten fakt będzie odczytany przez duszpasterzy, gdy w grę będzie wchodziło wydawanie zaświadczeń uprawniających do spełniania funkcji chrzestnego lub chrzestnej oraz przy organizowaniu chrześcijańskiego pogrzebu w pełnym wymiarze"

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3072025.html


Tak samo jak wierni przynależni do danej parafii podlegają za życia rejonizacji, tak samo podlegają jej ich “dusze” po śmierci. Ucieczka bądź wyłamanie się z systemu może okazać się bardzo kosztowną rzeczą:


Wiemy też o przypadkach, w których rodzina będąc bez środków do życia, zmuszona była zapożyczyć się aby zapłacić np. za pogrzeb 800zł. Nie ma taryfy ulgowej dla nikogo, chyba, że po przyjacielsku...

Znamy też przypadki rodzin, których bliscy chowani byli w innej okolicznej parafii bez zgody proboszcza z św. Brunona. Jeżeli nie masz pieniędzy na pogrzeb, możesz też nie otrzymać zgody na pochówek w innej parafii, ponieważ wypisanie takiego zaświadczenia może kosztować tyle samo co ceremonia pogrzebowa...

http://www.elblag24.pl/elblag,darmo_otrzymaliscie_darmo_dawajcie,20981,0,0,0,4.html


Z drugiej strony biurokracja która wspiera roszczenia Ambasadorów i ma „usprawiedliwiać” ich umiłowanie dla wyciągania pieniędzy od wiernych nie działa w drugą stronę…bo Światłość nie lubi wystawiać dokumentów, zaświadczeń etc. które by ją prawnie obligowały i ogólnie nie lubi przyznawać się do odpowiedzialności:


Pani B. chciała pochować ojca tam, gdzie leży reszta rodziny. Przed pogrzebem proboszcz i zarazem dyrektor cmentarza o statusie parafialnego, polecił jej w ciągu trzech dni przynieść 16 tys. zł w gotówce. Na 3573,80 zł kobieta dostała fakturę za „usługi pogrzebowe i pokrewne”. Na pozostałe 12,5 tys. zł – odręcznie wypisane pokwitowanie z pieczęcią parafii o treści: „dzierżawa wieczysta (tu numer działki), ofiara 12,5 tys. zł”. Ma jeszcze zaświadczenie dzierżawy z adnotacją, że opłata została dokonana w całości. Bez podanej sumy.

– Po pogrzebie postanowiłam wrócić i poprosić proboszcza o fakturę na tę sumę, myślałam o odliczeniu jej od podatku – opowiada pani B. – Usłyszałam, że mogę dostać fakturę, ale wtedy... muszę dopłacić 22 proc.

Czyli podatek VAT.

Proboszcz o niczym takim nie pamięta. Nigdy takiego pokwitowania nie wystawiał. A koszty mogły wynosić najwyżej 4-5 tys. zł. W biurze zarządu cmentarza pytamy, ile kosztuje dzierżawa wieczysta miejsca. – Nie ma u nas takich opłat – brzmi odpowiedź. – Płaci się tylko koszty pogrzebu, a te zależą od wielu czynników.

Pani B. faktury nie wzięła, nie miała z czego dopłacić. W kurii usłyszała, że to proboszcz ustala zasady. 16 tys. spłaca do dziś. Nie ujawni nazwiska. – Też kiedyś umrę i nie chcę, żeby moje córki miały takie same problemy.

http://prasa.wiara.pl/index.php?grupa=6&cr=6&kolej=0&art=1204274304&dzi=&katg=1157576993


Czy można się jednak dziwić takim praktykom skoro są tacy Ambasadorowie którzy nie mają czci nawet dla miejsca pochówku innych ?:

Chcesz swój grób, pisz do Strasburga
Marek Pęziński od sześciu lat walczy z proboszczem parafii przy ul. Wólczyńskiej o miejsce pochówku, które zostawił mu w spadku ojciec. Proboszcz pretensji nie uznaje, a część zarezerwowanej kwatery sprzedał innej osobie. - Czuję się okradziony - mówi nasz czytelnik.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,86792,5698578,Chcesz_swoj_grob__pisz_do_Strasburga.html


Bowiem wiara i dobre, cnotliwe życie okazują się być mało znaczącymi dla Ambasadorów, dla których już dawno „papierkowy bóg” wyparł tego z ich „świętej księgi”:


Liczy się pieniądz. Człowiek znaczenia nie ma. Znamy przypadek, że mimo iż zmarły parafianin był wierzącym i praktykującym katolikiem, ksiądz postawił warunek - 700zł. za ceremonię pogrzebową. Nie było nawet mowy o targowaniu. Kapłan stawiał warunki jemu wygodne, nie wyraził zgody na wystawienie zwłok w kaplicy cmentarza, a gdy rodzina chciała dopiąć swoich ustaleń, powiedział, że mogą sobie zmarłego sami pochować, gdzie tylko chcą.
http://www.elblag24.pl/elblag,darmo_otrzymaliscie_darmo_dawajcie,20981,0,0,0,5.html


Przy biurokratycznych i materialnych katuszach związanych z pogrzebem i pożegnaniem zmarłego, prosty w swej istocie sakrament bierzmowania wydaje się być wielce niewinnym.

e) BIERZMOWANIE – czyli trzeci (po chrzcie i komunii) i zarazem ostatni ważny etap zapoznania się ze Światłością w życiu każdego, młodego człowieka. Etap o tyle jednak ciekawy że napiętnowany swoistą smyczą „papierkowej wiary” i związanych z nią wpisów, na której to młodzi słudzy Światłości chodzą na długo przed otrzymaniem sakramentu:


Ręce mi dziś opadły, gdy moje dziecko (I klasa gimnazjum) przyniosło mi z kościoła ulotkę informacyjną dotyczącą bierzmowania (które, notabene, przyjmie ten sakrament za 3 lata )
Cytuję dosłownie (gdyż nie mogłam tu zamieścić skanu tej wiadomości- szkoda, że nie będzie widać wytłuszczonego druku zaznaczonego przez kler):

" WAŻNE INFORMACJE
ETAP I przygotowania do bierzmowania 2008/2009
GRAFIK SPOTKAŃ
- KLASY I – I wtorek każdego miesiąca godzina 19.00 i zdjęcia 16 września godz. 19.00
….
UWAGA !
1.Zapisów dokonujemy tylko i wyłącznie po okazaniu świadectwa chrztu świętego !. Tak więc I klasy przy zapisach muszą mieć świadectwo chrztu Świętego. Dopiero wtedy kandydat zostanie zapisany na przygotowania do bierzmowania.
2. Listę kandydatów do bierzmowania zamykamy z dniem 01.10.2008r. Jest to termin ostateczny !
Ks. Grzegorz

WARUNKI DLA KANDYDATÓW
DO BIERZMOWANIA

(wszystkie poziomy)
rok szkolny 2008/2009

1. Metryka chrztu – warunek zapisania (kl. 1 gimnazjum)
2. Zaświadczenie od katechety o uczęszczaniu na religię – do 30.09.2008
3. Wpłata tzw. wpisowego w wysokości 10 zł na identyfikatory oraz materiały katechetyczne do bierzmowania (do 30.09.2008)

4. Uczestnictwo we Mszy Świętej niedzielnej – godz. dowolna
a) Msza Święta „RORATNIA”-8 razy
5. Uczestnictwo w nabożeństwach:
a) różańcowe-8 razy
b) majowe-8 razy
c) Droga Krzyżowa-3 razy
d) Gorzkie Żale-3razy
6. Uczestnictwo w spotkaniach przygotowawczych-według grafiku
7. Korzystanie z sakr. pokuty i pojednania 1x w miesiącu.
8. Uczestnictwo w 3 dniowych rekolekcjach przed bierzmowaniem.

POSŁUGIWANIE SIĘ IDENTYFIKATORAMI
Każdy kandydat bez względu na poziom przygotowania otrzyma nowy identyfikator
w II połowie września 2008r. Przypominam, że swoje identyfikatory przynosimy najpóźniej 5 minut przed rozpoczęciem nabożeństwa lub Mszy Świętej. Jakiekolwiek oszukiwanie grozi dyskwalifikacją i przesunięciem kandydata o jeszcze jeden rok przygotowania do bierzmowania. Jednocześnie informuję, że za zgubienie identyfikatora lub jego zaginięcie i wyrobienie nowego ponosimy koszty w kwocie 10 zł.

Korzystając z sakramentu pojednania i pokuty zostawiamy księdzu kopię identyfikatora, którą otrzymamy na początku roku przygotowań. Proszę pamiętać że brak tej kopii będzie jednocześnie brakiem spowiedzi w danym miesiącu. Należy tego bezwzględnie pilnować! Każde uczestnictwo w nabożeństwach, spowiedziach to zdobyty 1 pkt.”

http://www.bolec.info/index.php?boleslawiec=forum&forum=16&act=showtopic&topic=8751


Złotówki, opłaty, kartki, identyfikatory zaświadczenia i punkty...a wszystko po to by “zasłużyć” na kolejny sakrament. Ilość pieczątek i wpisów decydująca o wartości danego wiernego w oczach Światłości...


Jak można się więc dziwić że zniesmaczony takimi warunkami rodzic który miast Boga spotkał w jego własnym domu biurokratów, tak pisze o swoich odczuciach:



Co to ma być? ? ? ? KOŚCIÓŁ wydaje takie dyrektywy młodym ludziom? ? Identyfikatory? ? Idąc do spowiedzi należy księdzu dać identyfikator? ? To tak jakby ktokolwiek spowiadając się okazywał mu swój dowód osobisty! ! ! A może jeszcze w konfesjonale znajdzie się laptop, aby notować nasze grzechy? ? ? To bezwzględne naruszenie prywatności! ! ! ! !

Jaka paranoja - pobrać metrykę chrztu o proboszcza, zapłacić za nią, a następnie z powrotem mu ją okazać ? ? ? (Bo nawet dziecko chrzczone w tej parafii musi ją okazać, a wiec najpierw „ pobrać ").
Skąd wzięły się te proporcje uczęszczania we mszach? ?
Jaka DYSKWALIFIKACJA? ? Co to ma być? ? ? Ranking, zawody sportowe czy jakiś casting?
Gdzie się podziało zaufanie do ludzi? ? Gdzie odwoływanie się do sumienia?

To jest chwyt poniżej pasa. Kler już nie wie w jaki sposób pozyskać wiernych, ale z pewnością stosując TAKIE METODY ich odstrasza.
Resztę pozostawiam bez komentarza, bo brakuje mi słów, aby wyrazić co czuję.

http://www.bolec.info/index.php?boleslawiec=forum&forum=16&act=showtopic&topic=8751


Do bierzmowania nie tylko trzeba się zapisać, czy mieć np. Swój identyfikator. Wszystkim rządzi tzw. Indeks i uzyskiwane w nim kolejne wpisy:


Listopad - uroczysta Eucharystia w świątyni parafialnej dla kandydatów i ich rodziców, podczas której kandydaci publicznie składają oświadczenie pragnienia podjęcia przygotowania się do sakramentu bierzmowania.

- systematyczne realizowanie programu katechezy - potwierdzone wpisami do indeksu;

Drugi etap przygotowania do bierzmowania rozpoczyna się w drugiej klasie gimnazjum i obejmuje:

a) ugruntowanie wiedzy religijnej - na podstawie katechizmu "Ku pogłębionej wierze" (cztery skrutinia ze znajomości prawd wiary i moralności przeprowadzone przez katechetę i wpisane do indeksu);

b) skrutinium - egzamin z wiedzy religijnej - przeprowadzony w każdej parafii przez dekanalnego wizytatora nauki religii w obecności katechety (ze względu na wymagania etapu formacyjnego skrutinium z wiedzy religijnej powinien zostać zorganizowany w odpowiednim czasie - tzn. najpóźniej pod koniec klasy II, gdy bierzmowanie planowane jest pod koniec klasy III);

http://franciszkanie.esanok.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=55&Itemid=43


Po spełnieniu wszystkich powyższych warunków, przed młodym adeptem Światłości stoi nie tylko otworem droga do otrzymania bierzmowania ale także, wręcz autostrada do dalszych formalności związanych min. ze slubem, pogrzebem i z funkcjonowaniem całego tzw. “Świata wiernego” – choć i w tym aspekcie padają ciekawe i naznaczone humorem pomysły:


Otóż każdemu wierzącemu należy wszczepić pod skórę chip. Także każde ochrzczone dziecko, po skończonym obrzędzie, otrzyma taki chip.

Każda świątynia, kaplica zostanie wyposażona w czytniki. Będą one również w konfesjonałach, otrzymają je szafarze Komunii Świętej i katecheci. Nastanie wreszcie ład i porządek, skończymy z udawaniem. Baza danych będzie zapełniać się konkretnymi informacjami – o obecności na Mszy Świętej i nabożeństwach (także o spóźnieniach), o częstotliwości spowiedzi, uczestnictwie w katechezie, przyjmowaniu Komunii Świętej...

Każda kancelaria będzie miała dostęp do bazy danych. Jeśli przyjdzie np. kandydat na ojca chrzestnego, sprawdzimy i bez błędu orzekniemy, czy faktycznie ów człowiek, tak jak twierdzi, jest wierzącym i praktykującym katolikiem, czy też nie nadaje się do pełnienia tej funkcji. W tym drugim przypadku grzecznie, acz zdecydowanie, odmówimy wydania stosownego zaświadczenia.

Na kolędzie każdy otrzyma swój biling. Będzie można pochwalić kogo trzeba: Jakże się cieszę z obecności pani na każdej niedzielnej Mszy Świętej, z uczestnictwa na różańcowym nabożeństwie i pierwszopiątkowych spowiedzi... Udzielić stosownym pouczeń: Syn pani także praktykuje wzorowo, szkoda jedynie, że chodzi do sąsiedniej parafii zamiast do naszej... lub zganić:
Od ostatniej kolędy był pan - aż przykro to mówić - jedynie dwa razy w kościele, z czego na pasterkę spóźnił się pan 11 minut...

Nikt niczego nie wmówi, nie oszuka. Skończy się udawanie. Wreszcie będzie wiadomo, kto jest kim, kogo można dopuścić do sakramentów, kogo ominąć po kolędzie...

http://www.katecheta.pl/pl/aktualnosci/chipowanie_wiernych_negatywnie_o.html


I czyż to nie wspaniały pomysł ? Do idei “chipów wiary” dodałabym jeszcze:


1.) W przypadku zgubienia “chipa wiary” wszczepiany byłby pod skórę
nie tylko nowy ale także nawet o jeden więcej niż przed
zgubieniem. Oczywiście wszelkie koszty ponosiłby dany wierny.

2.) Zakazana byłaby wymiana, czy odsprzedawanie chipów innym ich
użytkownikom...bez uzyskania wcześniejszej zgody i uiszczenia
stosownej opłaty u Ambasadora.

3.) W celu ochrony środowiska i oszczędnej gospodarki chipami, chipy
od zmarłych, po kasacji danych, trafiałyby do powtórnego użycia...


...itd., itd.


Na szczęście to tylko “czarny scenariusz” tego co mogło by się stać gdyby Ambasadorowie w pełni ukazali swoje ciągotki a ludzki rozum zasnął i pozwolił by im dojść do władzy.

Moc “papierkowej wiary” nie kończy się jednak wraz z kościelnymi granicami życia “typowego wiernego:


Chcesz pracę? Przynieś zaświadczenie z parafii
(Super Express)

Znana firma handlowa z Krakowa domaga się od kandydatów do pracy zaświadczenia... z parafii. Informatyk, który starał się o etat, usłyszał, że ma przynieść dokument poświadczający m.in. że przyjmuje duchownego po kolędzie - pisze "Super Express".
Jestem katolikiem, ale to była obraźliwa propozycja - mówi Tadeusz L. Prawnicy mówią wprost: to była dyskryminacja ze względu na wiarę.

http://www.krzys22.com.pl/content/view/67/39/


Nie pierwszy to przypadek gdy Światłość macza palce w przydzielanie pracy i etatów:


Tesco chce zatrudnić blisko 400 osób w nowym hipermarkecie w gdańskiej dzielnicy Chełm. Firma prowadzi rekrutację pracowników w pobliskiej salce parafialnej. - Niech załoga tego sklepu się zintegruje w oparciu o wartości reprezentowane przez Kościół - zachęca proboszcz Adam Kalina.

(…)

- Wiemy, że parafie są dobrym punktem kontaktowym. W wielu miejscach kraju księżą pomagali nam przy rekrutacji - mówi Przemysław Skory, rzecznik prasowy Tesco.

http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,5312168,Duchowe_wsparcie_dla_Tesco.html


Czy ludzie naznaczeni przez Ambasadorów pracują lepiej od innych – nie wiadomo. Wiemy jednak to że gdy wierny chciałby poszerzać swą wiedzę i wykształcenie, to są uczelnie na które bez świstka od Ambasadora dostać się nie można:


Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka uruchamia podyplomowe studia dla zainteresowanych pracą w służbach dyplomatycznych. Kandydaci na studia do standardowego kompletu dokumentów muszą dołączyć zaświadczenie od księdza proboszcza
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,63546,3535095.html


Lecz jakże relatywnym może być podejście Światłości do wydawanych przez jej sługi dokumentów, świadczyć może poniższy przykład:


Czy KUL zmieni zasady przyjęć na studia

Katolicki Uniwersytet Lubelski chce by budżet państwa w większym niż do tej pory stopniu dofinansowywał uniwersytet. Czy w związku z tym zrezygnuje w wymogu dostarczania przez kandydatów na studia filozoficzne opinii od księdza proboszcza?

"Ciekawe, czy w związku z pobieraniem środków od państwa, przestała już obowiązywać w KUL dyskryminacja w postaci wymogu, by starający się o naukę tam przedstawił list dopuszczający z oceną od swego proboszcza?". - pytają użytkownicy forum "Gazety":

http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,48724,4799408.html


Bowiem gdzie mogłoby dojść do konfrontacji “papierkowej wiary” z “papierkowym bogiem” – tam zawsze ten ostatni wygrywa, przynosząc Światłości materialne zwycięstwo, nawet wbrew ogólnie przyjętym ludzkim “zasadom”.


Naprawdę przerażającym jest jednak to że pomimo wielkiego skoku techniki i nauki a także poziomu świadomości i wiedzy przeciętnego człowieka, setki milionów wciąż nie tylko wierzą ale za wszelką cenę dążą do ułudy zwanej zbawieniem, marnując przy tym swoje realne życie...






"Papierkowa wiara..."


Co by było w baśni gdyby
Od „papierków” zależało
W biurokracji wzięte tryby
Jakby wszystko wyglądało ?

Trzej królowie hołd dzieciątku
Oddać byli razem zgodni
Lecz zabrakło im „papierku”
Że są tego wszyscy godni

Hej, komety światło piękne
Raptem nagle bardzo zblakło
Odleciało precz z Betlejem
Bo licencji mu zabrakło

Jan co chrztami zawiaduje
Nim chętnego wodą zgłaska
Druk uprzednio skontroluje
Plus pieniądze na „co łaska”

Szymon częściej Piotrem z miana
Wyparł się Mistrza Światłości
Pod warunkiem okazania
Świadectwa o moralności

Nawet Diabeł by kuszenie
W myśl tradycji przed J. szerzył
Wpierw dał szponem potwierdzenie
Że on kiedyś w Boga wierzył

Nowy uczeń wiary czystej
Nim czyn Mistrza w świat wyprawi
Zaświadczenie da mu pierwej
Lecz kto takie mu wystawi ?

Judasz który zdradą wsławił
Swą historię znaną w świecie
Nim zawisnął pozostawił
Zezwolenie na odejście

Na co wszystkie te „papiery” ?
Po co wiele formalności ?
Czyżby wiary dowód szczery
Nie był dobrym dla Światłości ?

Biurokracji celem kasa
To praktyką jest codzienną
Bo w ten sposób czarna masa
Kontroluje masę „ciemną”




.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
Tutejszy
Komik
Komik


Dołączył: Dec 14, 2007
Posty: 723


PostWysłany: Sro Lip 01, 2009, 05-30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mariolciaaaaaaa !

Księżuszek napisał następny rozdział Twoich "Papierków Wiary"....

Pomorze: kazanie proboszcza oburzyło wiernych
Stwierdził między innymi, że niskimi nominałami podcierano się w toalecie w czasie budowy plebani - czytamy w "Głosie Pomorza".
http://wiadomosci.onet.pl/2701,2000297,pomorze_kazanie_proboszcza_oburzylo_wiernych,wydarzenie_lokalne.html


Tak proboszcz pożegnał parafian
"Tym, co było na tacy można się podcierać"


"Za mało dawaliście na tacę. Tak niskimi nominałami, jakie dawaliście, podcierano się w toalecie podczas budowy plebani" - tymi słowy pożegnał się z parafianami po 18 latach proboszcz Maliczewski z Dretynia na Pomorzu.
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article407505/Ksiadz_z_Dretynia_na_kazaniu_o_podcieraniu.html

PEŁNY TEKST w GP:
Na tacy lądowały banknoty o niskich nominałach, nadające się jedynie do podtarcia: pożegnanie księdza z parafią w Dretyniu...
http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090630/POWIATBYTOWSKI/289385623

... z tegoż...

"...Duszpasterska porażka - komentarz
Andrzej Gurba
andrzej.gurba@gp24.pl

Właśnie przez takich księży jak proboszcz w Dretyniu wielu ludzi odwraca się od Kościoła. Jakie wartości przekazuje on wiernym?! Żadne. To nie jest człowiek dialogu, współpracy i miłości. To nie jest duszpasterz, który potrafi pochylić się nad błądzącym człowiekiem. To nie jest duszpasterz, który jest duchowym przewodnikiem. To bardzo przykra i smutna konstatacja...."

......
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
Tutejszy
Komik
Komik


Dołączył: Dec 14, 2007
Posty: 723


PostWysłany: Nie Sie 09, 2009, 16-07    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To że Pan Jezus Zwycięży Ciemność jest pewne, z czego należy się niepomiernie radować Suszę zęby

Tylekroć już Pan Jezus zwyciężał Pana Diabła i wyczaił jego niecne knowania że teraz sama intuicja mu podpowie jak sobie poradzić z Ciemnością by w świetle jupiterów , blasku fleszy i na oczach miliardów telewidzów ją pokonać .

Będzie to najbardziej widowiskowy moment w dziejach wszechświata przyćmiewający nawet błyskotliwe zwycięstwa bohaterów wrestlingu.

Niestety tak jak pragnienie nie ma szans ( Sprite: Pragnienie szans ) tak samo szanse Pana Jezusa są znikome w konfrontacji z ... Watykanem.

Tu Pan Jezus prawdopodobnie jest ............ bez szans na remis a co dopiero na najmniejsze choćby, symboliczne zwycięstwo.

http://wyborcza.pl/1,96165,6902798,Ciemne_interesy_banku_Watykanu.html


...Watykan to potęga .........


Cytat:
Bank Watykanu prał brudne pieniądze i pośredniczył w przekazywaniu olbrzymich łapówek włoskim politykom w latach 90. - wynika z właśnie ujawnionych archiwów prałata Renato Dardozziego, który przez blisko 30 lat zajmował się watykańskimi finansami. .. ,
....także w latach 90. służył za raj podatkowy i pralnię brudnych pieniędzy w samym sercu Rzymu.... ,
....Kościół odmówił współpracy - tłumaczył niedawno były prokurator antykorupcyjny Antonio Di Pietro.... '
....Na fatalne zarządzanie bankiem powoływali się niedawno przeciwnicy beatyfikacji Jana Pawła II, który jednak nigdy nie zajmował się osobiście finansami Watykanu,... ,
.....Bank Watykanu obraca ponoć 3 mld euro, ale jego dochody pozostają tajne. Przekazywane są przede wszystkim na Fundusz Charytatywny, którym osobiście dysponują kolejni papieże.




Nie powiem! (omg)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
JaRy
Skryba
Skryba


Dołączył: Jul 15, 2004
Posty: 58

Skąd: Kamienna

PostWysłany: Pon Sie 10, 2009, 17-29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pan Jezus Zwycięzy Ciemnośc cz III
niezły serial ale już męczy,co ma do tego Jezus w tytule,to zabawa czy profanacja,ale nikt tu z piszących nie wie do końca po której stoi stronie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Czw Sie 13, 2009, 08-10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak mawia Ojciec Jan Klimiec: “Są na niebie i ziemi rzeczy o których nawet nie śniło się największym śpiochom”. Rok temu jedna z takich rzeczy wydarzyła się w ojczyźnie wina , oliwek i spaghetti:


Kontrowersyjne wyobrażenia krzyża zawsze wywołują poruszenie wśród przywódców religijnych. Wzburzenie ukrzyżowaną żaba, trzymająca kufel piwa oraz jajko, sięgnęło zenitu.

Papież Benedykt XVI uznał, że jest bluźniercza i chce jej usunięcia z wystawy w muzeum znajdującym się w Bolano, na północy Włoch. - Rzeźba godzi w uczucia wielu osób, które w krzyżu widzą symbol miłości Boga do człowieka - powiedział papież. Warto zauważyć, że region został odwiedzony przez Ojca Swiętego podczas tegorocznych wakacji.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wlosi_nie_chca_ukrzyzowanej_zaby_74838.html


Sama rzeźba bynajmniej nie należała do dzieł niskiego lotu bo wyszła spod ręki uznanego i cenionego na świecie niemieckiego artysty:

Niemiec ukrzyżował żabę! Skandal! Skandal!

Problem w tym, że Kippenberger od 11 lat... nie żyje. Słynny cykl rzeźb "Zuerst die Füße" (Nogami do przodu) pochodzi z roku 1990. "Dziennik" o tym nie wie. Jednak najważniejsze jest, że stary dobry "Kippi" wciąż budzi kontrowersje. Nawet długo po śmierci.

Muzeum sztuki współczesnej Museion w Bolzano w Północnych Włoszech wystawiło rzeźbę z żabą. Nic w tym dziwnego - "Kippi" powszechnie uważany jest za jednego z najbardziej wpływowych artystów współczesnych. Jego dzieła posiada większość wielkich światowych muzeów sztuki nowoczesnej.

http://www.pardon.pl/artykul/5049/niemiec_ukrzyzowal_zabe_skandal_skandal_zobacz


Zapewne nawet sama żaba której było dane zostać ukrzyżowaną ręką mistrza Kippenbergera , nie domyśliła by się jak wielka rozpęta się wokół niej burza:


Szef władz regionu Luis Durnwalder zażądał usunięcia żaby z wystawy, gdyż region jest "w 99 procentach katolicki". Uczynił to po konsultacji z miejscowym biskupem, Wilhelmem Eggerem. Który jest*zatroskany o swoje, nazwijmy to wprost, owieczki.
http://www.pardon.pl/artykul/5049/niemiec_ukrzyzowal_zabe_skandal_skandal_zobacz


Wyobrażenie płaza pozostało jednak niewzruszone i bezpieczne w murach muzeum, dlatego do ataku przystąpił najwyższy VIP Światłości:


W sierpniu w sprawie eksponatu interweniował w imieniu papieża Benedykta XIV Watykan, przypominając, że praca ta uraża uczucia religijne wiernych, dla których Ukrzyżowanie jest "symbolem miłości Boga i naszego zbawienia" i jako takie zasługuje na cześć.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80651,5863956,Zwolniono_dyrektor_muzeum__ktore_wystawilo_ukrzyzowana.html


Muzealnicy zadecydowali jednak o prymacie umiłowania sztuki nad zabobonem i nie ugięli się przed tymi żądaniami:


Rada muzeum we włoskim Bolazno zastanawiała się dziś nad usunięciem rzeźby przedstawiającej ukrzyżowaną żabę trzymającą kufel piwa i jajko. Mimo krytyki ze strony Watykanu, zadecydowano, iż wystawa nie zostanie skrócona - informuje agencja AP. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80651,5639120,Wlochy__ukrzyzowana_zaba_z_piwem_nie_zniknie_z_muzeum.html


Światłość postanowiła jednak nie odpuszczać wszak to że płaz zajął miejsce na krzyżu nie mogło mu ujść na „sucho”:


Bluźniercza rzeźba ukrzyżowanej żaby - papież pisze list
Papież Benedykt XVI wysłał do gubernatora Tyrolu, Franza Pahlco, list z protestem przeciw wystawieniu w muzeum w Bolzano rzeźby przedstawiającej ukrzyżowaną zieloną żabę. List ma datę 7 sierpnia, został więc napisany podczas pobytu papieża w tamtym regionie na wakacjach.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Bluzniercza-rzezba-ukrzyzowanej-zaby-papiez-pisze-list,wid,10310371,wiadomosc.html?ticaid=1864b


...w ten sposób sprawa w porównaniu do swojej rangi, nabrała już wręcz gigantycznego rozmachu:


Przeciwko obrażaniu uczuć religijnych protestował też przedstawiciel lokalnych władz Franz Pahl, polityk Ludowej Partii Tyrolu Południowego (SVP). Pahl prowadził latem strajk głodowy, zakończony hospitalizacją.
http://boskiateista.wordpress.com/2008/10/31/zwolniono-dyrektor-muzeum-ktore-wystawilo-ukrzyzowana-zabe/


...być może powyższy polityk wzorem Mistrza Światłości pokusiłby się nawet o 40- dniową głodówkę...ale wytrwał tylko dni 8...skaptował za to armię swoich stronników:


Miejscowy radny Franz Pahl zaczął strajk głodowy, żądając usunięcia rzeźby z muzeum. Wsparła go grupa miejscowych katolików, zwracając się do policji o interwencję. Separatystyczny Związek Południowego Tyrolu zebrał z kolei 10 tysięcy podpisów pod obywatelską petycją o usunięcie „ukrzyżowanej żaby”.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Co-Benedykt-XVI-sadzi-o-ukrzyzowanej-zabie,wid,10218674,wiadomosc_prasa.html


Władze muzeum w geście dobrej woli przeniosły rzeźbę na 3 piętro ekspozycji...to jednak bynajmniej Światłości nie wystarczyło:


Dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Bolzano w północnych Włoszech, w którym w maju otwarto wystawę ukazującą m.in. ukrzyżowaną żabę, została zwolniona ze stanowiska -poinformowała w środę Fundacja Muzeum.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80651,5863956,Zwolniono_dyrektor_muzeum__ktore_wystawilo_ukrzyzowana.html


„Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny”, bo okazało się że powodem zwolnienia dyrektor muzeum mogła być „klątwa żaby”:


Jako powód zwolnienia dyrektor Corinne Diserens Fundacja podała wydatkowanie przez nią dużych sum bez aprobaty muzealnych ciał kolegialnych i naruszenie wewnętrznego regulaminu fundacji. Zdaniem prawników Diserens, przebywającej obecnie w Chinach, zwolnienie wiąże się ze sprawą rzeźby.
http://boskiateista.wordpress.com/2008/10/31/zwolniono-dyrektor-muzeum-ktore-wystawilo-ukrzyzowana-zabe/


Co dziś dzieje się z kontrowersyjną rzeźbą ? Nie wiadomo...

Jedno jest pewne że w świetle powyżej ukazanych faktów i absurdalnej nagonki na dzieło sztuki można zaryzykować twierdzenie:

Odtąd do grona zawziętych wrogów Światłości prócz Diabła i Antychrysta dołączył ktoś trzeci...równie potężny...

...a imię jego ŻABA
Uśmiech...

...do ujrzenia pod linkiem...:

http://d.wiadomosci24.pl/g2/c2/10/bb/74838_1220033559_8003_p.jpeg
.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Wto Gru 01, 2009, 10-16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ojciec Jan Klimiec - "Pamiętnik" (rozdział 34)


Część I: "Początek końca"



Zaczęło się rankiem…

Wstawał kolejny piękny dzień. Promienie słońca budziły mnie łagodnie głaszcząc twarz. Przebudziłem się tedy i rześko wyskoczyłem z jedwabnej pościeli. Zawoławszy sługi dopełniłem porannej toalety po czym zmówiwszy krótką modlitwę przed własnym ołtarzykiem rozpocząłem dzień.

Gdy kończyłem spożywać drugie śniadanie w me progi zawitał biedak z gromadką dzieci. Znałem owego człowieka, który w każdy dzień święty stawał w pierwszym szeregu, śpiewając z zapałem nabożne pieśni i gorliwie oddając się modlitwie.

Kazałem mu tedy zaczekać tylko 3 kwadranse, potrzebne by brzuch mój w spokoju posiłek przetrawił, sam zaś udałem się na spoczynek. Zmęczony trudem konsumpcji zasnąłem jednak tak że obudziłem się koło południa. Wstałem i zszedłem zatem do biedaka a nie widząc dzieci jego, spytałem gdzie one się podziały. Odrzekł mi na to że pewnie bawią się w ogrodzie mojej posiadłości, jak to dzieci. On sam przybył jednak do mnie z nagłą potrzebą wynikłą z ubóstwa.

Wiedziony niezmiernym miłosierdziem i miłością własną, wyjąłem portfel a odsunąwszy banknoty i znaczniejsze monety, dałem biedakowi jedną miedzianą. Mój dar uradował go wielce a ja poleciłem by udał się do świątyni mojej na modlitwę. Po niej zaś by wrzucił ową monetę do skarbony a wtedy na pewno to o co prosił zostanie spełnione. Gdy zaś słudzy przyprowadzili jego dzieci, nie okazałem im gniewu że myszkowały po posiadłości. Z uśmiechem pogładziłem je ręką po włosach i wyjąłem z niewielkiej złotej szkatuły monetę oraz kilka cukierków. Pokazując je im, spytałem co wybierają. Dzieci zgodnie wybrały obie rzeczy, ja schowałem je jednak a dzieci zganiłem, mówiąc że chciwość jest pierwszym stopniem do piekła.

Gdy biedak wyszedł, zmieniwszy szaty na te z wzorem wyszytym platynową nicią i zaspokoiwszy pragnienie szampanem, postanowiłem dojrzeć do owieczek uprawiających moją plantację. Wsiadłem tedy do klimatyzowanej lektyki i niesiony wiarą, i barkami tragarzy ruszyłem w pola.

Z początku zauważyłem wśród moich czarnych murzynów dziwny gwar i śmiechy, ale gdy mnie spostrzegli grzecznie wrócili do pracy i zaczęli nawet śpiewać ulubioną przeze mnie pieśń „Ojciec Klimiec z dalekiego kraju” którą sam im napisałem. Pobłogosławiłem im tedy z lektyki a murzynowi który podbiegł z prośbą o pomoc dla konającej żony i zabiedzonych dzieci, dałem odświeżającą chusteczkę by otarł pot z czoła i by lżej mu było pracować.

Tedy podążyliśmy dalej ku wioskom. Ludzie witali mnie w nich nadzwyczaj serdecznie czego już dawno od nich nie doznawałem. Zarządziłem więc krótki postój. Służba moja odegnała jakiegoś mieszkańca który zaczął linijką mierzyć kabinę mojej lektyki. Nie przejąłem się tym jednak a szczęśliwy radością moich murzynów wziąłem jedno z ich dzieci na ręce. Kazałem nawet słudze by w moim zastępstwie ucałował dziecko z błogosławieństwem. Oddając je matce pomyślałem że gdy nieco dorośnie ten ładny murzyński chłopiec, przydać się może Ojcu D’Harbomont… do posługi.

Kiedy wróciłem do rezydencji było już prawie późne popołudnie. Zjadłem tedy ze smakiem skromny 4-daniowy obiad a po nim udałem się na drzemkę. Gdy z niej wstałem za oknem już na dobre zmierzchało. Pojadając zatem francuskie trufle, przechadzałem się korytarzami planując już dziś dzień jutrzejszy.

Przez jedno z okien ujrzałem duży tłum murzynów zbierających się u głównej bramy. Poleciłem zatem słudze spytać ich czego chcą a pozostałym by na wszelki wypadek pobrali broń i czekali na me rozkazy. Sam wyjąłem telefon by w razie ostatniej potrzeby zadzwonić do przyjaciela- Dowódcy Wojskowego.

Po dłuższej i pełnej napięcia chwili, sługa wrócił mówiąc że ludzie ci przyszli z pobliskich wiosek by dać mi prezent który sami zrobili. Zszedłem tedy do nich a oni powitali mnie wielce radośnie. Z tłumu wysunęły się najpiękniejsze kobiety z wiosek i wręczyły mi pięknie rzeźbiony w hebanie komplet talerzy i kubków. Prezent przyjąłem z szacunkiem i wdzięcznością każąc go schować w piwnicy na honorowym miejscu. Murzyni zaproponowali toast miejscowym alkoholem za szczęście jakim dla nich jestem już od wielu lat. Ulegając w końcu prośbom wypiłem pokaźną czarę trunku i pożegnawszy zgromadzonych wróciłem do rezydencji. Od progu napadło mnie dziwne zmęczenie a członki moje stawały się coraz cięższe. Poleciłem tedy służbie by postrzelała w powietrze lub poszczuła psami murzynów gdyby ci za długo przy bramie stali, bo to zawsze skutkowało. Sam z trudem wszedłem do jednej z sypialni i zapadłem w sen. Śniłem tedy sny kolorowe i dziwne. Przez sen jednak słyszałem wielki hałas i harmider w pokojach mojej rezydencji. Nie mogłem się jednak obudzić.

Tak trwało, aż do późnego ranka dnia następnego. Zbudziłem się tedy z wielkim bólem głowy a rozglądając się po sypialni wiedziałem już że zostałem okradziony do szczętu. Wstałem niemrawo i ruszyłem przed siebie wołając sługi i psy moje. Sług jednak nie było – odeszły pozostawiając mnie jedynie z moimi wiernymi psami: Poncjuszem i Piłatem.

Rzekłem więc ukochanym psom moim co się stało a one na ową straszną wieść mocno pobladły. Skończył się bowiem dla nich czas jedzenia kawioru czy najwspanialszej, delikatnej jagnięciny ze złotych mis i popijanie z drogocennych poideł. Widząc smutek psów moich nie chciałem ich swoją żałością dobijać. Tedy odwróciłem się i odszedłem ku ogołoconym pokojom nie chcąc udzielać bydlątkom mojej rozpaczy. Gdy wróciłem zastałem tylko Piłata. Poncjusz zniknął bez śladu – zawołałem tedy głośno „czemuś mnie opuścił, przyjacielu?”.

Przed całkowitą rezygnacją i apatią uratował mnie jeden z tragarzy moich który przyszedł i opowiedział mi że Poncjusz przybity wielkim złem jakiego zaznałem z rąk złodziei chciał skoczyć ze skały lecz ów sługa zdążył go zawrócić. Uradowany poświęceniem czarnego murzyna, dałem tedy temu dzielnemu człowiekowi ostatnią złotą monetę którą w intymnym miejscu zachowałem na „czarną godzinę”. Dopiero później zrozumiałem absurdalność całego opowiadania tubylca lecz było już za późno by mój pieniądz od niego odzyskać.

Pobiegłem za nim do bramy lecz ślad już po nim zaginął. Miast tego zobaczyłem jednego z moich ogrodników idącego nieopodal. Powitałem go z wyraźną ulgą i już miałem pytać o całą sytuację w której się znalazłem, gdy ogrodnik podniósł kamień i cisnął go w moją stronę. Uchyliłem się tedy nie doznając uszczerbku i zamknąwszy bramę na cztery spusty ukryłem się w progach rezydencji.

Tak tedy zostałem sam, głodny, odcięty od świata, z przyjaciółmi daleko a wrogami wokoło.

Zrezygnowany i słaby ciężko zaległem w ocalałych piernatach i przygnębiony, prędko oddałem się we władanie snu. Z początku śniły mi się banknoty, padające niczym deszcz. To co jednak zdało się snem pięknym wnet w piekielną zmieniło się marę wszak banknoty owe okazały się rublami transferowymi całkiem bez wartości.

Jednak więc nawet przez marę znałem ponurą prawdę toteż już miałem odgonić ów sen gdy spośród ulewy banknotów wychynął anioł i z serdecznym uśmiechem na ustach, zawołał do mnie: „Janie !”

Odrzekłem mu: „Jam ci to jest…”. Anioł tedy przyfrunął do mnie i usiadł na moim ramieniu. Nieco zdumiony spytałem więc dlaczego jego gabaryty są tak małe. On odrzekł mi na to że niebiosa padły ofiarą kradzieży i w ramach oszczędności nasz Pan robi teraz anioły w skali 1:10, w wersji podstawowej i pozbawione jakichkolwiek dodatkowych opcji. Ale na pocieszenie dodał że w Piekle też mają nie lepiej bo i tam bida taka że Lucyper obsługą kotłów, dowózką opału i smoły sam musi się zajmować. Anioł odparł mi jednak bym się nie bał i nie popadał w rozpacz z powodu sytuacji mojej albowiem człeka tak dobrego, błogosławionego a nawet i świętego jak ja, niebiosa nie pozostawią przecież bez pomocy.
Pomoc niebios istotnie była mi teraz wielce potrzebna.

Ale czy miała nadejść ?…



Gdy otworzyłem oczy powróciła do mnie ponura rzeczywistość. Za oknem panował juz wieczór. Powodowany wielkim głodem nie przyzwyczajonego do niego organizmu, podjąłem myśl o desperackiej i niebezpiecznej misji. Odczekawszy aż do zapadnięcia nocy, ubrałem na siebie nieco przykrótkie maskujące poncho. Uzbrojony w motyczkę, latarkę i spory koszyk wraz z Piłatem ruszyłem na pobliskie pole ukopać batatów.

Ostrożnie uchyliłem solidne drzwi bramy i po cichu niczym biblijny wąż wysunąłem się na zewnątrz. Szedłem dosyć szybko od czasu do czasu przystając by sprawdzić czy ktoś za mną nie podąża. Raptem w słabym świetle latarki zamajaczył groźny kształt. Natychmiast rozkazałem by Piłat go zaatakował i przegonił.

Pies mój rzucił się na niego z mocą i równie mocno od uderzenia w to „coś”, padł nagle zemdlony. Tedy spojrzałem na ów kształt raz jeszcze i rozpoznałem w nim potężny baobab. Zbliżyłem się zatem do nieprzytomnego Piłata a pogładziwszy go, rzekłem odchodząc ku polom: „Weź poczywaj aż ja powrócę”.

Z łomocącym od nerwów i wysiłku chodzenia sercem, dotarłem w końcu na pole batatów. Szybko uzbierałem ich więcej niż połowę kosza i ruszyłem w drogę powrotną.

Gdy zmęczony dochodziłem już do owego baobabu jakieś wściekłe zwierze napadło mnie z wielką siłą tak aż upadłem a bataty rozsypały się po ziemi. Ostatkiem sił uderzyłem bestię motyczką aż zawyła i uciekła. Szybko pozbierałem bataty i popędziłem do drzewa po Piłata. Nie znalazłem go jednak. Powierzając zatem opatrzności opiekę nad nim, wróciłem do swej rezydencji i zamknąłem bramę.

Z zebranych batatów przyszykowałem skromny posiłek który nieco udobruchał mój żołądek i poprawił humor.

Piłat wrócił dopiero nad ranem, budząc mnie donośnym szczekaniem. Gdy otworzyłem bramę, wszedł słaby, powłócząc nogami. Zauważyłem ranę na łbie mojego psa i ze smutkiem pomyślałem że tubylcy których dotychczas uważałem za cywilizowanych, okazali się diabłami pozbawionymi szacunku nawet dla zwierząt. Opatrzyłem tedy ranę Piłata bandażem i ułożyłem go by wygodnie odpoczął w moim łożu. Z zabandażowanym łbem wyglądał teraz niczym dostojny indyjski maharadża zażywający spoczynku. Zostawiłem go i sam z wielkim przygnębieniem w sercu, przechadzałem się po spustoszonych pokojach.

Zbierałem pozostawione przez złodziei nędzne resztki mojego dobytku.

W jednym z salonów dostrzegłem niewielką figurkę mej ulubionej Świętej Tekli, wykonaną z niskiej jakości materiału. Na jej widok wielce się uradowałem albowiem w Tekli mieściła się nie tylko świętość lecz także skrytka a w niej telefon w platynowej obudowie i nieco gotówki. Modląc się zatem o przebaczenie rozbiłem figurkę i zagarnąłem ukryte w niej skarby.

Usiadłem tedy wygodnie na lichym krzesełku i już z wielkim spokojem wykręciłem numer do mojego przyjaciela – Dowódcy Wojskowego. W pełnych przejęcia słowach przedstawiłem mu historię mojego położenia a on przyrzekł mi pomoc. Nie upłynęło zatem wiele czasu gdy pod dom mój zajechała limuzyna z kierowcą i wojskowa ciężarówka z żołnierzami do ochrony przez zaciekawionymi, miejscowymi murzynami którzy zaczęli się schodzić.

Wsiadłem do limuzyny i popijając zaserwowanego mi schłodzonego szampana ruszyłem w drogę. Dopiero po dłuższym czasie jazdy zauważyłem że zapomniałem zabrać ze sobą Piłata, który pozostał w rezydencji całkiem sam i słaby. Z żalem opuszczałem przyjaciela, wiedziałem jednak że niebawem powrócę.

Po wielu, wielu milach dotarliśmy do wojskowej bazy a przejechawszy przez nią dotarłem do strefy w której stała rezydencja Dowódcy. Z wyraźną ulgą wysiadłem z samochodu i ruszyłem ku inkrustowanym złotem drzwiom ze szlachetnego drewna. Gdy przekroczyłem próg zauważyłem Dowódcę Wojskowego w szlafroku z lamparciej skóry, który powitał mnie serdecznie. Schodząc wielkimi marmurowymi schodami, zapytał mnie czy nie spożyłbym z nim obiadu. Z radością przystałem na jego propozycję albowiem życie bez kawioru, ostryg czy zapiekanych kasztanów wydawało mi się puste i nieznośne a nade wszystko niegodne wiernego sługi prawdy, moralności i miłosierdzia.

Posilałem się tedy obficie miło przy tym konwersując z Dowódcą. On zaś spytał mnie czy nie miałbym później ochotę na deser i wskazał na piękne kobiety zażywające relaksu przy basenie. Pamiętając o tym że jestem sługą pana w niebiesiech, podziękowałem za propozycję i odparłem że skonsumuję ten „deser” może później…dajmy na to po kolacji. Dowódca uśmiechnął się i kazał podać najlepsze wina z jego prywatnej piwniczki. Tak też się stało.

Rozkoszując się ich smakiem i aromatem, dokładnie naświetliłem Dowódcy historię mojego obecnego położenia. Co ciekawe przyjaciel mój nie ukazał prawie żadnego zdziwienia zaszłymi faktami, po czym zawołał służącego każąc przynieść sobie zieloną teczkę co wkrótce się stało.

Dowódca otworzył ją przy mnie i rozłożył na ozdobnym stoliku z kości słoniowej kilka różnokolorowych ulotek. Następnie wybrawszy jedną z nich przeczytał na głos wydrukowany tekst:

Mój głos w umysłach niech zadudni echem
Chciwość Światłości nikt nie zwycięży
Prawdziwa wiara wsparta pieniądzem
Prawdę z rozsądkiem zawsze ciemięży


Skończywszy podał mi ową ulotkę dodając że należy ona do najbardziej finezyjnych druków skierowanych przeciwko mej skromnej osobie. Rzeczywiście na innych widniały moje podobizny jako opasłego wieprza tarzającego się w pieniądzach, złocie i kosztownościach lub diabła z kłami i rogami, rysowane przy tym ohydnym stylem.

Zasmuciłem się tedy na pokaz tak wielkiej ludzkiej niegodziwości i niewdzięczności, wszak tyle dobrego uczyniłem dla poddanych mej woli czarnych murzynów, nie żądając od nich niczego w zamian, prócz pieniędzy.

Dowódca pocieszył mnie jednak mówiąc że padłem ofiarą tego co było nieuniknione wszak swoim postępowaniem nauczyłem prostych wieśniaków nie tylko myśleć ale i stosować sztukę podstępu. Rzekł mi jednak bym odegnał precz strapienie bo on jako mój przyjaciel a nade wszystko człowiek wielkiego serca, w zamian za prawo do mojej kopalni diamentów* pomoże mi powrócić na należne mi miejsce. Padliśmy sobie tedy w ramiona lecz nasz przyjacielski uścisk przerwały jakoweś głośne jęki. Spytałem zatem przyjaciela mego o ich powód, ten zaś odparł że to tylko żołnierze uczą się batożyć więźniów.

Spojrzałem z podziwem na Dowódcę.

Jakże wielkie serce miał ten człowiek który o swych ludzi nie tylko dbał jak umiał lecz także umiał dbać o ich wiedzę i rozwój.

Dowódca powiedział że mój powrót jest sprawą wielce delikatną bowiem nie może sobie pozwolić na zwykłe spacyfikowanie wiosek – na czyn ten nie pozwalała mu zbyt wielka liczba zazdrosnych o jego wpływy wrogów, także piastujących wysokie miejsca w armii. Rzekłem tedy abyśmy skontaktowali się z Ojcem D’Harbomont, który już nie raz dzięki walorom umysłu wychodził obronną ręką z największych tarapatów i skandali. Tak więc uczyniliśmy.

D’Harbomont słysząc historię mojego upadku roześmiał się głośno i niezbyt uprzejmie dodał że zaiste było to cudem że przy swoich przyzwyczajeniach tak długo się tutaj utrzymałem. Po chwili namysłu dodał jednak że wrócić i wydrzeć na powrót majątek który zrabowała mi zmowa wieśniaków mogę tylko poprzez „cud”.

W długim wywodzie naświetlił nam sprytny plan mojego powrotu…

Zaprawdę wielkim przyjacielem okazał się ów D’Harbomont, który jedynie za obietnicę zatrzymania 10% zysków z kopalni diamentów i 15% z odzyskanego majątku tak bardzo mi dopomógł. Co więcej przyrzekł mi także przysłanie swej „prawej ręki” która miała czuwać nad pozorami legalności naszej akcji.

Dowódca wojskowy wydał dyspozycje swoim podkomendnym a ja wielce ukontentowany udałem się na kolację a potem na spoczynek. Jako że cała operacja miała zacząć się w nocy za dwa dni, zostałem gościem w domu Dowódcy.

Gdy tak leżałem myśląc jak to niebiosa darzą w nieszczęściu swemu ulubionemu słudze do drzwi mego pokoju ktoś delikatnie zapukał. Wstałem tedy a otworzywszy je ujrzałem trzy czarnoskóre piękności które rzekły że przybyły jako deser, który skonsumować miałem po kolacji. Na nic zdały się moje łagodne protesty. Piękności zaciągnęły mnie do wielkiego łoża i na mnie bezbronnym, zaczęły oddawać się grzechowi. Tedy gdy one skończyły wówczas ja nakazywałem im różnego rodzaju pokuty…aż do całkowitego odpuszczenia.

Czułem że moje życie jest jednak piękne i co najważniejsze – wraca do normy.





.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Sro Gru 02, 2009, 09-27    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ojciec Jan Klimiec - "Pamiętnik" (rozdział 34)


Część II: "Koniec wszystkich początków"


Po pracowitej nocy nastał ranek. Obudziwszy się, by nie przerywać snu pięknościom, po cichu wstałem i skierowałem się ku łazience. Brakowało mi mojej złotej szczoteczki do zębów, miast niej musiałem zadowolić się zwykłą, oprawną w perły i lichym kubkiem wysadzanym szmaragdami do kompletu. Z konieczności sam dokonawszy porannej toalety, przebrałem się w dostarczony mi jedwabny ubiór i zszedłem na dół, do salonu na śniadanie.

Dowódca Wojskowy siedział już przy nim jakiś markotny i niezbyt w humorze, bo miast konsumować, klął chwilami zawzięcie. Spytałem tedy co trapi przyjaciela mego a on odparł że dziewczyna z którą ostatniej nocy obcował okazała się mężczyzną i dodał że nie lubi takich niespodzianek, zwłaszcza „post factum”. Jąłem go tedy pocieszać że czcigodny Ojciec D’Harbomont doświadczył niejednej takiej przygody a jest wciąż zdrów i cały, i bez jakowej zarazy. Dowódca nieco już rozbawiony odparł ze dla D’Harbomonta jest to może zwyczajne a nawet pożądane lecz dla niego była to niemiła nowinka. Ale z kobietami tu w Afryce jest jak z pudełkiem czekoladek – choć się do ciebie kleją, nigdy nie wiesz na jaką „czekoladkę” trafisz – mówiąc to mój przyjaciel uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu.
Ja jednak pouczony jego historią pilnowałem by następnej nocy gośćmi mego łoża były same kobiety.

Czas płynął pomału, luksusowo i leniwie tak że chwilami zapominałem nawet jak wielkie zło wyrządzili mi ci którym zaufałem. Radością napawała mnie jednak myśl tycząca nie tylko mojego rychłego powrotu ale i ostatecznej rozprawy z przeciwnikami dobra, prawości i moralności czyli wrogami mojej osoby.

Po śniadaniu Dowódca oprowadził mnie po obozie. Zwiedziliśmy nie tylko warsztaty w których powstawały rzeczy niebawem nam w akcji potrzebne lecz także zbrojownię i kantynę. Spotkałem się też z kilkoma żołnierzami którzy grać mieli role kaleków i niewidomych i przećwiczyłem z nimi cud ich ozdrowień a także konieczne na taką okoliczność, ich okrzyki pełne zachwytu nad moją mocą.

Niezatarte wrażenie wyniosłem z więzienia przypominającego lochy. Wzruszyłem się mocno gdy długoletni więźniowie ze łzami w oczach odśpiewali piosenkę na moją cześć a potem walczyli o chleb hojnie rzucany im do cel za kraty, przez Dowódcę. Na koniec Dowódca zapowiedział że niedługo jednego z nich uwolni, i poklepał się po kaburze…

Późnym popołudniem do obozu przybył zaufany człowiek od Ojca D’Harbomont, charakter miał sprytny, umysł mądry i zdecydowany a przy tym nieodgadniony. Powitaliśmy się tedy a gdy spytałem o jego godność on odparł mi cicho że to nieważne wszak i tak jesteśmy „typami spod ciemnej gwiazdy”. Ja zrugałem go jednak bowiem nie roztropnie jest mówić o swojej prawdziwej naturze publicznie. Nazwałem go tedy „Prawą ręką” i choć był mańkutem, tak już zostało.

Wkrótce po jego przybyciu zarządzono krótką odprawę w której uczestniczyłem ja, „Prawa ręka”, Dowódca i kilku jego najbardziej zaufanych podkomendnych. Wspólnie ustaliliśmy że podstawowym celem jest wymiana na nowych, dotychczasowych naczelników wiosek, którzy być może razem zgotowali mój upadek. Po nich na drugi ogień poszli by najwięksi z malkontentów. Wreszcie ostatnią akcją było długoterminowe zabezpieczenie nowego systemu i ugruntowanie moich wpływów. Oczywiście w trakcie trwania wszystkich tych działań, czarni murzyni poddani by zostali „łagodnemu złupieniu” by nawrócić ich ku prawdziwym wartościom i cnocie.

Tedy zasiadłszy do sutej kolacji, w towarzystwie pań i trunków przepędziliśmy z umysłów myśli i obawy związane z tym co miało nadejść a oddaliśmy się konsumpcji i zabawie. Przed snem w pokoju moim upadłem na kolana i pomodliłem się głośno i długo o wsparcie niebios dla najwierniejszego ich sługi. Zmówiwszy modlitwę, wskoczyłem do łóżka wprost w objęcia snu…i moich nowych piękności.

Dzień drugi zszedł na zakończeniu przygotowań po czym grupa żołnierzy wyruszyła wraz z reflektorami, głośnikami i garnizonową figurką najświętszej rodzicielki ku mojej rezydencji tak by dotrzeć tam niespostrzeżenie i pod osłoną nocy. Dowódca wraz ze mną i sporym wojskiem, wyruszyć miał już po północy tą samą drogą. „Prawa ręka” miał pojawić się przed nami wcześniej, przywieziony helikopterem wraz z kilkoma żołnierzami przebranymi za jego asystentów i dziennikarzy. Ubrany w strój typowy dla ludzi służącym niebiosom, prezentował się bardzo przekonująco.

Blisko północy nadszedł czas naszego wyjazdu. Po drodze słyszeliśmy odgłos śmigieł helikoptera, którym podążał „Prawa ręka”. W dobrze znane mi granice wjechaliśmy dopiero z pierwszym brzaskiem. Spotkaliśmy tedy tubylca który jął zatrzymywać pochód naszej kolumny a ja rozpoznałem w nim swojego byłego służącego, człowieka prostego umysłu, jeszcze prostszego sposobu wysławiania się i o niepełnym uzębieniu. Zawoławszy dwóch innych murzynów którzy byli z nim w drodze, człowiek ów zbliżył się do samochodu Dowódcy z którego ja wysiadłem.

Rozpoznawszy mnie wraz z towarzyszami z radością padł do mych nóg i z przejęciem opowiedział że w środku nocy w mojej rezydencji pojawiła się Najjaśniejsza Panienka i rozbłysła światłem tak silnym aż pobladły gwiazdy a wszyscy ludzie w jego wiosce pobudzili się ze snu. Ona wielkim głosem zawołała tedy do nich: „Gdzież jest mój sługa ? Coście mu uczynili ? ” i dodała później że jeśli murzyni nie odnajdą mnie całego i zdrowego i do niej nie sprowadzą, to ześle na ich wioskę i wioski pobliskie najcięższe plagi i niepowodzenia. Dlatego właśnie ów murzyn wraz z wieloma innymi szukają mnie od kilku godzin a kobiety modlą się w intencji mojego rychłego powrotu.

Rzekłem tedy by napotkani murzyni wsiedli do jednego z naszych wozów i pojechali dalej wraz z nami sławiąc innym moje przybycie. Rzeczywiście im bliżej wioski i mojego domostwa byliśmy, tym więcej spotykaliśmy osób które pozdrawiały mnie i z okrzykami entuzjazmu biegły za nami.

Tedy przed wjazdem do wioski Dowódca wraz ze mną zasiadł w otwartym terenowym gaziku i tak powoli w szpalerze żołnierzy, ruszyliśmy w stronę narastających na nasz widok tłumów. Jechaliśmy tedy siedząc razem, a tłum po części przymuszony nawałą wojska, ale po większej części masową histerią „cudu”, wiwatował i cieszył się na nasz przyjazd.

Dowódca z szerokim uśmiechem na ustach, hojnie rozdawał rozradowanym dzieciom cukierki o różnych smakach, które zostały mu jeszcze po ojcu z zapasów od Idi Amina. W zaufaniu rzekł mi do ucha że miał przywieźć jeszcze ciastka także z tych samych zapasów ale garnizonowe psy potruły się nimi, uznał więc rozdawanie ich za niestosowne i chwilowo przedwczesne.

Z daleka ujrzałem przywódców wiosek z których większość była mi niechętna. Wraz ze swymi zastępcami szybko przyszykowali oni dla Dowódcy hojny dar pieniężny jako wyraz ich szacunku i oddania. Ucieszył się tedy na ten miły gest Dowódca a przekazawszy im znak pokoju zaprosił wraz z rodzinami na ucztę którą dziś wieczorem wyprawić miałem w mej rezydencji.

Na znak dany przez Dowódcę wysiadłem z wozu i dołączyłem do niego. Przyjaciel mój podał mi dziecko od jakiejś wielce przejętej kobiety a ja je ucałowałem i przytuliłem co wywołało aplauz powszechny. Potem zaś dyskretnie przetarłem chusteczką usta.

Tedy z tłumu dopadli do mnie moi najwierniejsi czarni murzyni i rzekli że ich serca płoną radością na moje powtórne przybycie. Rzekłem im tedy że ich przywiązanie zostanie nagrodzone i dziś jeszcze w rezydencji ucztować będą ze mną zasiadając po mojej prawicy. Tako też podczas nadchodzącej uczty się stało.

Tym sposobem opanowaliśmy pierwszą wioskę lecz na odgłos wielkiego wydarzenia zaczęli przybywać do niej już od wczesnego ranka mieszkańcy wiosek pobliskich. Należało zatem jeszcze zdobyć oddanie najbardziej podatnych pośród nich.

Pojechaliśmy tedy do mojej rezydencji przy której klęczał spory tłum miejscowych, spoglądający jak zahipnotyzowani na ślad w oknie pierwszego piętra pozostawiony przez „cud”. Żołnierze nie dopuszczali nikogo na pokoje mojego domostwa szczelnie je obstawiwszy.

Od razu powitał nas „Prawa ręka” i przedstawił się jako oficjalny emisariusz przysłany do zbadania cudu. Przywitałem się z nim tedy serdecznie przy wpatrzonym w nas tłumie a on odwrócił się i zawołał że zaiste cud miał miejsce i że tenże dom wraz z jego gospodarzem (tu wskazał na mnie) jest miejscem szczególnym i pod opieką światłości. Natomiast ja czasowo posiadłem dar leczenia. Przeto przyprowadzono do mnie podstawionych: chromego, ślepego i kulawego a ja ich uleczyłem. Zdumieniu czarnych murzynów nad mocą moją i błogosławieństwem danym mi od niebios nie było końca.

Rzekłem zatem licznie zgromadzonym jak wielkiego dostąpili zaszczytu nie tylko za sprawą zaistniałego cudu lecz dlatego że mają mnie za przewodnika. Tedy w intencji podtrzymania owej pomyślności, wprowadziłem jednorazową, wysoką opłatę z której pieniądze miały zasilić powstanie w mej rezydencji przedszkola dla miejscowych dzieci. Uczyły by się tam one rzeczy potrzebnych i pożytecznych.

Wśród mieszkańców przebiegł narastający szmer, ja jednak rozwiałem wątpliwość mówiąc że wszelkie dalsze koszty funkcjonowania tegoż przedszkola wezmę na siebie. Ze swej strony w łagodnych słowach poprosiłem jeszcze by murzyni zechcieli wyposażyć przeznaczone na przedszkole pokoje albowiem domostwo moje po haniebnym i złodziejskim napadzie stoi nadal ogołocone. Przy czym sprzęty winny być wysokiej jakości, wszak służyć będą jedynie dzieciom a każdy ich właściciel dostanie stosowne pokwitowanie i prawo zabrania ich kiedy tylko będzie chciał.

Tedy z wdzięcznością murzyni przejęli tą propozycję a ja pożegnawszy ich z uśmiechem, ruszyłem do domu mego a za mną tragarze niosąc krzesła, wielki stół i nieco dobytku.

Pobiegłem zaraz zobaczyć co stało się z Piłatem którego tak nieopatrznie zostawiłem. On jednak zdrów i cały choć słaby szczekając radośnie wybiegł mi na spotkanie. Głaskając go tedy poczułem się że całkiem wróciłem do domu.

Nie marnotrawiłem w nim jednak czasu przyjmując delegacje oddanych mi murzynów i
aż do zmierzchu co godzinę ukazując się w oknie mej rezydencji. Stając w oknie noszącym ślad po „cudzie”, błogosławiłem zgromadzonym a oni bili mi brawo i skandowali z zapałem me imię. Piękne były to chwile.

„Prawa ręka” dbał by atmosfera uniesienia nie opadła intonując podniosłe pieśni na chwałę cudu i naszej sprawy.

Noc przegoniła swym chłodem część z tubylców, tak że pozostali tylko ci najbardziej całej sprawie oddani. Wyniosłem im tedy osobiście mały poczęstunek i pożegnałem prosząc by przybyli w dniu następnym. Tak też uczynili.

Niebawem w opiece żołnierzy do rezydencji przybyli naczelnicy wiosek z rodzinami i ich zastępcy. Wraz z Dowódcą powitałem ich serdecznie, zapraszając na przygotowaną ucztę. Gdy zasiedli i zaczęli się posilać, Dowódca rzekł że nikt tak miło jak oni nie przyjął go jeszcze, więc i on przyjąć ich chce u siebie w garnizonie jako gości. Wzdrygnęli się tedy naczelnicy na takie zaproszenie było już jednak za późno. Odprowadzeni wraz z rodzinami pod strażą wsiedli do ciężarówek i udali się nimi w nieznanym kierunku.

Wraz z nami zostali więc tylko ich zastępcy.

Przy stole zapanowała cisza jak makiem zasiał. Przerwał ją jednak Dowódca zapraszając do spożywania przygotowanych potraw póki gorące i smaczne. Wkrótce potem zaproponował zastępcom, zajęcie miejsc naczelników wiosek w zamian za wierność wobec mnie i pomoc w odzyskaniu choć części mojego majątku. Zastępcy zgodzili się na takie rozwiązanie bez oporów. Serie z karabinów dobiegające z pobliskiej puszczy, ostatecznie podpisały umowę.

Do opustoszałych domów byłych już naczelników weszło wojsko i pod czujnym, choć dyskretnym okiem „Prawej ręki”, odzyskało część mojego dobytku wyciągając go nawet z przemyślnych skrytek.

Gdy nadszedł ranek, pod cudownym oknem ponownie zebrał się tłum na modlitwę. Ich piękne pieśni zbudziły mnie i po skromnym śniadaniu na które spożyłem homara, udałem się powitać zgromadzonych. Właśnie błogosławiłem wdzięcznym murzynom, gdy celnie rzucony kamień przemknął koło mnie i trafił w „cudowną” szybę rozbijając ją w kawałki.

Zaskoczony, przerażony a w końcu wściekły tłum złapał próbującego uciec winowajcę lecz żołnierze nie pozwolili na lincz bo ja zapowiedziałem wykonanie nad zamachowcem sądu publicznego.

Wyniesiono tedy niewielki stoliczek przy którym zasiadłem wraz z Dowódcą. Winowajca skuszony długoletnim więzieniem miast natychmiastowej śmierci, wyjawił nazwiska swoich wspólników i mocodawców- a moich wrogów i malkontentów. Wojsko wraz z częścią tłumu bezzwłocznie ruszyło po nich, a gdy przybyli wraz z zamachowcem załadowano ich na ciężarówki i wywieziono w gęstwinę. Do dziś nie wiem i nie powiem co się z tymi ludźmi stało – faktem jest jednak że prócz zamachowca który był na usługach „Prawej reki”, nie pojawili się oni już więcej.

Tedy gdy murzynom zabrano „cudowną” szybę, ja sam musiałem im starczyć za cud. Co za tym więc idzie nadeszła pora „łagodnej grabieży” chroniącej tubylców nie tylko od grzechu chciwości lecz także od zgubnego dla nich stanu bogactwa.

Wprowadziłem tedy do obowiązkowej sprzedaży Apteczkę Prawdziwej Wiary.
W skład owej apteczki wchodziły:

- 2 większe i 2 mniejsze bandaże opatrzone moim specjalnym, potrójnym błogosławieństwem, wykonane z dwuwarstwowego, szorstkiego perkalu
- Buteleczka wody uświęconej, do odkażania ran, odganiania złych mocy i osobistej toalety. Dostępna w dwóch kompozycjach zapachowych: porannego jeziora i rzeki o zmierzchu.
- Maść Krokodyla o bliżej nieokreślonym składzie, walorach leczniczych i skutkach ubocznych
- Nożyczki ze stali skropionej uświęconą wodą. Nieużywane- nigdy nie ulegały stępieniu
- „Cukierki Dowódcy” na poprawę humoru lub przeczyszczenie
- Składany „Krzyżyk na drogę” (dwa drewka i rzemyk), aby się pomodlić gdyby moc apteczki okazała się za słaba

Sama Apteczka stanowiła jedynie część podstawowego wyposażenia każdego domostwa. Prócz niej każda rodzina kupowała certyfikat potwierdzający autentyczność apteczki. Do tak zakupionego kompletu przysługiwał bezpłatny, wojskowy kalendarz z poprzedniego roku opatrzony jednakże datą roku bieżącego. Z racji tego że tylko jego wolno było używać, tubylcy nazwali go niebawem „Kalendarzem dla cierpliwych”, doskonaląc na nim zdolność dodawania i odejmowania dni.

Nad tym czy każda rodzina zakupiła i posiada Apteczkę, czuwała specjalna komisja, która za przyzwoleniem nowych naczelników wiosek chodziła po domach i dogłębnie szukała przy tym sprzętów należących do mnie. Owoc jej pracy był zadowalający bo wiele z nich udało się odzyskać, część jednak przepadła bez śladu jak i niektóre rodziny które nagle zniknęły, uchodząc w niewiadomym kierunku.

Zadziałała także ogłoszona przeze mnie abolicja polegająca na tym że na wystawionym w nocy obok mojej rezydencji stole, winowajca przez nikogo nie rozpoznany mógł zostawić zrabowane mi przedmioty. Rzecz jasna, jako że sprawiedliwości miało stać się zadość, tedy czekali na niego przyczajeni żołnierze i obiwszy go nieco puszczali już kompletnie wolnego i bez grzechu do domu. Skarg na takie traktowanie oczywiście nie było.

Odebrawszy od wielu murzynów sprzęty dla ich dzieci powoli jąłem organizować sale pod przyszłe przedszkole, którego otwarcie nastąpić miało jak zapowiedziałem, w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Po 10 dniach od przybycia Dowódca wrócił do siebie zostawiając mi kilka plutonów żołnierzy do pomocy. Ja zaś zacząłem budowę własnego pomnika który został ogłoszony jednocześnie jako wotum dziękczynne dla Światłości. Po kilku tygodniach forsownej pracy pomnik był gotowy, zaprosiłem tedy na ceremonię otwarcia mieszkańców wiosek. Co piąty z moich gości dostał niebieską koszulkę z miłym dla oka mego napisem.

Gdy opadła zasłona i ukazał się mój skromny pomnik powitały go okrzyki zachwytu i radości a nawet modlitwy kierowane ku niemu. Jakże ci ludzie przebyli długą drogę od nienawiści po miłość i uwielbienie mojej osoby. Rzucałem wraz ze służącymi w wiwatujący tłum drobne upominki i cieszyłem się wraz z nim, zachęcając do całonocnej zabawy.

Tak tedy czarni murzyni bawili się i świętowali, ja zaś patrzyłem na nich z uśmiechem wiedząc że mój powrót okazał się pewnym i stałym a mój triumf prawie całkowitym. Nie odzyskałem całości mych rzeczy lecz w niedalekiej przyszłości mogłem znów sobie pozwolić na nowe. Najbardziej bolała mnie strata Poncjusza, który już do mnie nie powrócił – od czego były jednak katalogi sprzedaży wysyłkowej czworonogów…





.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Czw Gru 03, 2009, 11-55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ojciec Jan Klimiec - "Pamiętnik"


Rozdział 35


Upalne letnie dni mijały mi leniwie. Otoczony na powrót powszechnym szacunkiem i bojaźnią ludzi, powoli przywracałem swój stan posiadania. Piłat pognębiony stratą towarzyszy z początku nie okazywał wielkiej chęci do zabaw. Rzekłem mu jednak tedy że niebawem otrzyma nowego kompana przysłanego wprost z dalekiej Francyji. Sam uwielbiając towarzystwo czworonogów nosiłem się z zamiarem zwiększenia ich liczby u mego boku do ulubionego przeze mnie tuzina. Póki co jednak sam z niecierpliwością czekałem na przesyłkę.

Życie w wioskach biegło poprzednim torem. Wyznaczeni do tego murzyni, codziennie doglądali i pielęgnowali mój pomnik ja zaś jąłem się już zabierać do pisania jasełek i szukania do nich „aktorów” gdy do uszu moich dotarła wieść straszliwa.

Otóż „Prawa ręka” w pełnym żalu liście pisał mi że mego dobrego, szlachetnego przyjaciela Ojca D’Harbomont dopadło nieszczęście. Niewiele ponad tydzień wcześniej widział się on z pewnym człowiekiem. Po tej wizycie mimo że rankiem był jeszcze zdrów i rady to już po południu wielka niemoc złożyła go do łoża. Teraz w ciężkim stanie prosi o moje rychłe przybycie.

Przeczytawszy list, spożywając ze złotego półmiska owoce morza, zdumiałem się na taki obrót życia i rzeczy. Wszak D’Harbomont był to człek zdrów i rześki, kochający ludzi a nade wszystko najmłodszych. Prowadził przy tym spartański i zdrowy tryb życia…a teraz legł bez siły. On, który codziennie ćwiczył się w ignorowaniu cudzych potrzeb i zasad moralnych na co uskarżali się co odważniejsi rodzice poszkodowanych dzieci…

Czy więc człowiek tak zacny zasłużył na podobny los ?

On, wielkiego serca a ponoć i innej części ciała, który troszczył się nie tylko o siebie ale także o rozwój podległych mu murzynów. Zbudował wszak dla nich na fundamentach mającej dopiero co powstać szkoły, sławny „Dom Strachów” na wzór tych z lunaparków, który wyposażył w straszne zwierzęta i najętych specjalnie ludzi. W końcu zgromadził ochotników a pchając ich w mroki środka, mówił im „by się nie lękali” i zatriumfowali nad własnym strachem. Tedy skutkiem tego jedna z kobiet powiła pacholę a nastoletni murzyn osiwiał – ale oboje przeszli przez próbę zwycięsko, tracąc przy tym nie tylko strach ale i mowę...

„Domu Strachów” jednak nie zamknięto choć miejscowi mówili że do tej pory starczył im wcześniej za niego dom D’Harbomonta w którym odbywać się miały równie wstrząsające rzeczy. Było to jednak gadanie ludzi zawistnych i nie wierzących w dobroć Ojca. Miast tego ów „Dom” prosperował świetnie a ludzie nawet z odległych prowincji zjeżdżali do niego przywożąc ze sobą członków rodziny których oglądać więcej już nie chcieli...

Teraz jednak siły opuściły D’Harbomonta trawionego chorobą.

Zaprawdę, niezbadane więc były wyroki Afryki.

Chcąc wiedzieć więcej przed podjęciem podróży, potajemnie wysłałem tedy kurierów by na miejscu rozpytali się i zaczerpnęli wiadomości co do stanu przyjaciela mego. Gdy wrócili, ich opowieść ruszyła z siłą wartkiego nurtu i z długością rzeki.

D’Harbomont imał się różnych środków by chorobie zaradzić. Przyjmował niedobre lekarstwa obleczone szwajcarską czekoladą, mocne syropy popijał jeszcze mocniejszymi trunkami, lecz wszystko na nic.

Był wciąż w mocy zarazy.

Sięgnął w końcu po broń ostateczną. Zawezwał czarownika z odległej wioski w której ludzie czcili okrutnego bożka Kanugę o ciele nosorożca z pyskiem lwa. Gdy czarownik przybył, poprosił by ten odprawił nad nim pogański rytuał, który D’Haromont przyjął ściskając na piersiach symbol wiary, wszak jak miał rzec: „Bogowie przecież i tak by się nie pogryźli”.
Mimo ze czarownik zdarł gardło a od ewolucji dostał zakwasów, niemoc jednak nie ustąpiła.

Niebawem wiadomość o złym stanie D’Harbomonta rozeszła się wszem i wobec na całą prowincję. Nawet Dowódca Wojskowy gdy ją usłyszał, miał łzy w oczach chłostając więźniów.

Nie zwlekałem tedy dłużej a nakazując przysposobienie lektyk dla siebie i Piłata popędziłem dniem i nocą na spotkanie przyjaciela. Wszak los jego był już wielce niepewny.

Wreszcie dotarłem do celu a przekroczywszy progi pięknej willi, odprawiłem Piłata by pobawił się z Brutusem i Cezarem – psami przyjaciela mego, sam zaś udałem się do sypialni D’Harbomonta. Twarz jego rozjaśnił wspaniały uśmiech gdy tylko mnie ujrzał a i siły widać nagle wróciły, bo D’Harbomont zerwał się z łózka a uściskawszy mnie, zawołał zaufanego sługę by przyniósł nam suty posiłek.

Tedy po dłuższej chwili za zamkniętymi drzwiami sypialni zaczęliśmy pojadać i rozmawiać od serca.

Przyjaciel mój opowiedział mi o onym człowieku, przybyłym z Irlandii z którym się spotkał i pokazał mi list jaki od niego otrzymał. Przeczytawszy go, zrozumiałem tedy przyczynę całej choroby a na prośbę D’Harbomonta, popartą złotymi monetami wystawiłem własne oświadczenie w którym jako świadek potwierdzałem nieszczęście przyjaciela mego co podobnie uczynił już wcześniej i „Prawa ręka”.

Następnego dnia wyruszyłem w drogę powrotną do domu spokojny już o los D’Harbomonta.

Istotnie w tydzień po moim wyjeździe do przyjaciela mego dotarła depesza w której wobec przedstawionych dowodów, odstąpiono od odwołania D’Harbomonta z prowincji ze względu na jego stan zdrowia a co więcej po wyzdrowieniu, nakazano mu dalej z równym poświęceniem sprawować opiekę nad poddanymi mu murzynami.

Tedy D’Harbomont nagle ozdrowiał a zdziwionym tubylcom rzekł jeno że zdrowie swe sumiennie i pokornie wymodlił. Odtąd znów willa jego napełniła się odgłosami radości gospodarza i wrzaskami dzieci.

Albowiem prawdziwe powołanie przezwycięży każdą zarazę.

W mej rezydencji czekała już na mnie niespodzianka. Ucieszył się na nią Piłat, wszak z dalekich stron przybył długo oczekiwany jego towarzysz. Dałem im tedy nacieszyć się sobą a że byli dla siebie dobrzy i zgodnie działali, nowego psa nazwałem – Judasz.

Teraźniejszość toczyła się dalej...




.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Pon Gru 07, 2009, 10-23    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ojciec Jan Klimiec "Pamiętnik"


Rozdział 36



Ojciec D’Harbomont zdrów i kontent pozostał na należnym mu miejscu, ja zaś radowałem się z przyjaźni Piłata z Judaszem i otaczającej mnie, choć może trochę udawanej, miłości moich murzynów.

Zauważyłem że Piłat obdarzony naturą prostszą a bardziej awanturniczą doskonale uzupełnia się ze sprytnym, mniejszym i wszędobylskim Judaszem, dzięki intelektowi którego wytropiłem dwie rodziny ukrywające należące do mnie sprzęty.

Judasz umiejętnie odnalazł zamaskowane skrytki i doprowadził mnie do nich wraz z żołnierzami. Odzyskałem swoje mienie bez rozlewu krwi czy konfliktu, piętnując jedynie publicznie owe rodziny mianem złodziei i grzeszników.

Mimo że lato trwało w najlepsze a piękna pogoda zachęcała mnie do dalszych wycieczek w klimatyzowanej lektyce, na horyzoncie mego żywota zaczęły się zbierać ciemne chmury…

Pewnego dnia gdy zwołałem przed mój pomnik murzynów by wśród nich rozpisać konkurs na najładniejszą pochwałę dla mojej osoby, jeden z nich niespodziewanie zaproponował że w przedszkolu które miałem stworzyć w rezydencji mógłby pracować jego kuzyn Zambala.

Ów Zambala miał nie tylko ukończyć uniwersytet w samej stolicy państwa ale nadto był osobą dobrą, prawą a dla dzieci serdeczną. Nie mając jeszcze ani własnej rodziny a będąc człowiekiem idei, z pełną uwagą zajął by się edukacją okolicznych pociech. Gdy okazało się jeszcze że pracowałby w przedszkolu za darmo, przestraszyłem się takiej okoliczności.

Rzekłem tedy że wielce zależy mi na wykształceniu dzieci moich czarnych murzynów, dlatego planowałem do przedszkola sprowadzić nie jednego a kilku, i to prawdziwych nauczycieli, a że jestem wybredny wśród kandydatów, musi to czas jakiś przecież potrwać. Dlatego choć zaszczycony kandydaturą Zambali, muszę ja jednak odrzucić…dla dobra samych dzieci.

…tedy poprzez tłum murzynów przebiegł pomruk niezadowolenia a ja wolałem wrócić do rezydencji i postawić w stan gotowości chroniący ją pluton wojska.

Następne kilka dni upłynęły mi po trochu nerwowo, wszak atmosfera stała się nieco cięższa. Mimo to nie siedziałem bezczynnie, organizując z oddanych mi mieszkańców grupki tzw. „krzyżaków” którzy mieli bronić w razie złego obrotu spraw, mojego stanu posiadania a przy okazji i swojego wyznania.

Któregoś dnia życie w wioskach nagle pobiegło żwawszym tempem, przybył bowiem ów Zambala. Powitany uroczyście przez krewnych z miejsca zyskał sobie sympatię młodych swoimi opowieściami o wielkomiejskim życiu w stolicy. Choć witał się z wieloma to nie podążył jednak by przywitać się ze mną. Tedy wiedziony ciekawością osoby przybysza, udałem się z kilkoma służącymi do wiosek, niby to na zwyczajny spacer.

W jednej z nich zauważyłem w otoczeniu wielu innych murzynów Zambalę, który wysoki, choć szczupły i w mocnych okularach od czytania wielu książek, nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Podszedł on tedy do mnie a podając rękę rzekł że wiele o mnie słyszał. Uścisnąwszy jego prawicę, odparłem mu tedy że mam nadzieje że słyszał o mnie tylko wiele dobrego. On na to jednak odrzekł że „bardzo by chciał takie rzeczy usłyszeć”.

Niezrażony tym wskazałem mu swój pomnik stojący w oddali, Zambala jednak widząc go wielce się zdumiał i rzekł mi że skoro Pan któremu ponoć oddaje hołd nie chciał mieć pomników, to po co one jego słudze ? W dodatku spytał mnie jeszcze wprost o sprawę przedszkola.

Nie odparłem mu jednak nic na to a odchodząc wiedziałem że zjawił się nie tylko wielki wróg mojej osoby ale i mojej tradycji. Odkąd Zambala zamieszkał w niewielkiej chatce na krańcu jednej z wiosek, wrogie mi wypadki potoczyły się same.

Pewnego dnia jak grom z jasnego nieba spadła na mnie nowina że Zambala zwołał zebranie i publicznie odczytał coś murzynom z gazety przysłanej mu z zagranicy.
Okazało się że przybysz pokazał ową gazetę murzynom i opowiedział im że ponoć dalekie kraje przyjęły takie prawo wedle którego nie trzeba już oddawać czci mojemu symbolowi, a można nawet go bez kary zdjąć ze ściany i odłożyć pośród innych rzeczy. Dotychczas słuchający mej woli murzyni, usłuchali teraz Zambali i wielu z nich oczyściło swe ściany z mojego symbolu.

Co więcej, przybysz urządzał dwa razy w tygodniu w swojej chatce tajne spotkania, które były coraz bardziej wymierzone przeciw mojemu porządkowi rzeczy. Wiedziałem o nich dzięki Judaszowi który przyniósł mi w zębach kartkę z planem jednego z nich. Pomyślałem tedy że nie po to dopiero co wyrwałem chwasty by dać im się znowu bezkarnie plenić.

Cała sytuacja tedy zaczęła się robić wielce niebezpieczną. Bałem się że może na nowo odżyć w mieszkańcach pamięć o stosunkowo niedawnych wydarzeniach, a póki co na pomoc Dowódcy nie mogłem na razie liczyć. Musiałem tedy radzić sobie sam…

Zaprosiłem tedy Zambalę i naczelników wiosek na spotkanie do ogrodu mego domostwa a zaufanym sługom w trakcie trwania spotkania poleciłem potajemnie zwołać mieszkańców przed rezydencję. Poleciłem im także zasłonić prześcieradłami wejścia do kilku pokoi a okna zakleić papierem pod pozorem remontu i malowania pomieszczeń pod przedszkole by mogło dzieci wspaniale przyjąć i godnie im służyć.

Gdy przybysz i naczelnicy zgodnie się pojawili, ugościłem ich jak tylko umiałem a po posiłku zapowiedziałem otwarcie przedszkola i poprosiłem Zambalę by został nie tylko pierwszym nauczycielem ale i jego dyrektorem. Nieco zaskoczony na taki obrót spraw przybysz przystał na to a ja zakończyłem spotkanie odprowadzając gości ku wyjściu.

Jakież było ich zdziwienie gdy ujrzeli licznie przybyłych mieszkańców, wpatrujących się w nich z wyraźnym zaciekawieniem sprawy. Ozwałem się tedy głośno że wraz z naczelnikami i Zambalą ogłaszamy przedszkole za otwarte a póki co z racji remontu pokoi na czas krótki działać ono będzie w innych, zastępczych lokalach rezydencji.

Murzyni entuzjastycznie przyjęli taką decyzję a ja na oczach wszystkich serdecznie uściskałem zdumionego Zambalę, którego sytuacja widać przerosła.

Tedy jak rzekłem , oddałem dzieciom hojnie pod naukę i zabawę piwnice mojego domostwa. Zambala uczył je tam między innymi nazywania miejsc i rzeczy w obcych językach, stąd dzieci szybko przyswoiły sobie słowa: brud, grzyb, pajęczyna, szczury i ciemność.

Sprezentowałem im także kilka sprzętów które stały pełne kurzu i robactwa na moim strychu. Obiecałem także Zambali sprowadzić małą tablicę i kredę oraz kilka nowszych książek do nauki które miałem zamówić przy okazji kupna kompletu palladowych i platynowych filiżanek w Amsterdamie.

Zapanował pozorny spokój a złe nastroje się wyciszyły. Nie zamierzałem jednak tego świętować wszak uśpiony wróg pozostawał i tak wrogiem a gra miedzy nami, choć już wielce finezyjna toczyła się nadal…

Tedy nie omieszkałem uczestniczyć w pracach przedszkola zabierając dzieci wraz z Zambalą na krajoznawcze, krótkie wędrówki, podczas których uczyłem ich o zwyczajach zwierząt i właściwościach roślin. Dzieci uwielbiały jednak gdy szliśmy w miejsce w którym to jedynie występowały, piękne, kolorowe kamyczki. Na ich przykładzie murzyniątka szkoliłem w nazywaniu kształtów, kolorów i najprostszych podstawach matematyki. Wielce uradowane dzieci z zapałem robiły naszyjniki z małych, kolorowych kamyczków, nawlekając je na cieniutkie rzemyki. Wiedziałem że stopniowo moje relacje z Zambalą ulegają poprawie i znika jego nieufność bo jak sam powiedział, cieszy się że i ja w końcu ukazałem trochę serca najmłodszym. Było mi to wielce potrzebne…

W końcu zaprosiłem Zambalę do siebie na kolację i postanowiłem porozmawiać z nim szczerze o tym co nas dzieli.

Gdy przyszedł powitałem go z radością i zaprosiłem do stołu. Spożywając rozmawialiśmy tedy na wiele tematów, nie dane mi było jednak udowodnić owemu przybyszowi jak wiele uczyniłem dobrego dla czarnych murzynów, albowiem Zambala odparł że to co robię było by może i chwalebne, gdyby nie osiągnięte takim kosztem samych ludzi. Stwierdził ponadto że samo moje wyznanie nie dość że nielogiczne to bardziej na utrapienie niż zbawienie innych tu służy.

Gdy nasze spotkanie się zakończyło, pozostałem smutny. Skoro więc nie było dla tego człowieka ratunku, musiałem zatem ocalić od niego innych…..

Tedy następnego dnia powracając do wczorajszej rozmowy, rzekłem Zambali że mam dowód który jego mylne twierdzenia o misji mojej, w proch zetrzeć może. Z miejsca zainteresował się on nim wielce a ja rzekłem mu że w niedalekim buszu jest wioska ludzi którzy za moim wpływem porzucili pogańskie kulty i żyją szczęśliwi służąc Światłości. Jeśli zatem tylko Zambali nie zbywa odwagi by zobaczyć moje dzieło to choćby sami udamy się do tego miejsca za dwa dni.

Przybysz na to przystał…

Ogłosiłem zatem z miejsca o naszej wyprawie i krótkim przestoju w pracy przedszkola.

Dwa dni zeszły mi szybko. Spakowałem nieco najpotrzebniejszych rzeczy a koszyk z naszyjnikami z kamyczków zrobionymi przez dzieci wziąłem jako dary dla tych ku którym zdążaliśmy. Jako że Zambala także przysposobił się do drogi ruszyliśmy w nią bez ociągania. Dzień pierwszy zszedł nam na podróżny przez przyjazny nam teren. Z racji swego wieku i powagi mej funkcji tą część odbyłem niesiony w lektyce. Przybysz podążał pieszo tuż obok niej. Gawędziliśmy o różnych sprawach, chwilami rzec można że nawet dość przyjacielsko.
Na noc słudzy moi rozbili obozowisko, w którym pogrążonych we śnie zastał nas dzień następny.

Po porannym posiłku, zgodnie z umową udaliśmy się w dalszą drogę już sami. Szliśmy tedy cały dzień, czasem zarządzając przystanki aż stanęliśmy u wrót puszczy. Tam też zeszła nam noc druga. Z początkiem trzeciego dnia ruszyliśmy w gęstwinę. Zambala obawiał się czyhających tam niebezpieczeństw rzekłem mu jednak że drogę dobrze znam i nic złego nas nie napotka.

Po paru godzinach dotarliśmy do wielkiej polany na której stała całkiem spora osada plemienia. Z miejsca dopadli do nas pilnujący jej strażnicy ja jednak pokazałem im symbol który miałem na szyi, na co oni z honorami poprowadzili nas prosto do wodza.

Wódz rozpoznał mnie już z daleka a gdy powiedziałem że przynoszę mu dary wskazując na koszyk i mego towarzysza, wielce ukontentowany poprosił nas byśmy spoczęli i posilili się nieco. Tak tedy uczyniliśmy. Miejscowe dzieci radośnie przybiegły do Zambali a on ciesząc się wraz z nimi dał im kilka zrobionych przez siebie zabawek.

Otaczała nas atmosfera przyjaźni, uprzejmości i dobra, co na mym towarzyszu wywarło niemałe wrażenie. Wiedziony tedy ciekawością spytał o historię mojej znajomości z tymi ludźmi.

Tedy mu ją opowiedziałem…

Działo się to jeszcze gdy byłem młodym i pełnym sił a ciekawość świata płynęła w mych żyłach. Tedy wraz z sześcioma towarzyszami i jednym nieco już starszym reporterem, który czyn nasz chciał udokumentować, wyruszyłem w puszczę do plemienia Kiribi, jednego z tych które żyło od niepamiętnych czasów prawie nie mając kontaktu z zewnętrznym światem.

Od początku złą obraliśmy drogę i zbłądziliśmy w buszu. Po kilku dniach zaczęło brakować strawy i wody a jeden z nas zawrócił. My jednak szliśmy dalej. Gdy zmęczeni nieopacznie w złym miejscu rozbiliśmy obóz, podeszły nas dzikie zwierzęta i zabrały dwóch spośród mych towarzyszy. Ruszyliśmy im z odsieczą lecz nawet groźba ekskomuniki którą rzuciłem nie podziałała na bestie. Poza tym straciłem kolejnych dwóch kompanów. Ostało nas tedy trzech: ja, przyjaciel mój i reporter. Następnego dnia pełni rozpaczy poczuliśmy w końcu dotyk palca niebios, bo wyszliśmy wprost na wioskę Kiribów.

Kiribowie jako plemię wojownicze nie darzą sympatią obcych, tedy i nas mieli już zaatakować gdy wiedziony po części instynktem a po części wiedzą dałem im zawczasu te oto przygotowane dary.

Mówiąc to wskazałem Zambali na cały koszyk naszyjników przygotowanych z różnokolorowych kamyczków, którym delektował się już wódz plemienia. Zimbala widocznie zaczął czuć grozę alegorii. Ja jednak z lekkim uśmiechem ciągnąłem dalszą opowieść.

Gdy wraz z towarzyszem moim im je podarowałem, Kiribowie choć wielce kontenci, zażądali prawem tradycji jeszcze jednego daru…wszak byli kanibalami. Tedy mimo nagłych sprzeciwów nasz reporter został ich „honorowym gościem”, ja zaś z towarzyszem mogłem pośród Kiribów przebywać już bez uszczerbku i jak długo chciałem a na znak przyjaźni dostałem ów symbol który dziś noszę na szyi.

Zambala słuchał mnie podobnie jak słuchali liczni Kiribowie którzy zbliżyli się ku nam na skinienie wodza. Nadeszła tedy pora zakończyć opowieść. Rzekłem tedy Zambali że odtąd Kiribowie przyjęli dość osobliwy obraz wiary której służę wszak choć wielce skrupulatnie oddają jej część… to nadal pozostali kanibalami. Dlatego teraz Zimbala został ich „honorowym gościem”…

Nie powiem by on ucieszył się na te słowa lecz odchodząc w niewoli plemienia spytał mnie jeszcze o nazwisko kompana mego. Rzekłem mu zatem ze nie wypada mu go poznać ale dodałem że może mi wierzyć, że nic tak nie cementuje przyjaźni jak wspólna tajemnica. Choć czasem wolę się do tej przyjaźni nie przyznawać…

Po tych słowach Zambala i prowadzący go murzyni oddalili się a w końcu zniknęli wśród chat. Pomyślałem że zaiste prawdziwe oddanie wielkiej sprawie wymaga czasem ofiar i wyrzeczeń. Uściskawszy wodza zgodziłem się zostać na wieczorną ucztę.

Dnia następnego wyruszyłem w drogę powrotną i po paru godzinach wyszedłem z dziczy. Wracając do moich murzynów jakoś tak nieszczęśliwie upadłem że umazałem się błotem a ubranie moje nieco naderwałem. Tedy gdy słudzy moi którzy właśnie płatkami róż odświeżali na moje przybycie lektykę, ujrzeli mój opłakany stan spytali co się tam stało. Ja im odrzekłem że napadły nas dzikie zwierzęta i ugodziły Zambalę. Nie zmieniając odzienia, zmęczony wsiadłem do lektyki. Pod koniec następnego dnia wróciliśmy do wioski.

Zaprawdę wielkie było zdziwienie gdy czarni murzyni ujrzeli że powróciłem do nich tylko ja sam. „Gdzież się podział Zambala ?” pytali jeden przez drugiego ja jednak w wielkim smutku przysiadłem na progu mej rezydencji i łkając opowiedziałem im jak przeżyliśmy napad dzikiego zwierza i o tym jak Zambala uratował mnie od niego, płacąc za to własnym życiem.

Tedy choć pośród czarnych murzynów zapanowała wielka żałość, podniosłem ich jednak na duchu mówiąc że Zambala chroniąc mnie własną piersią zginął jak bohater i że umierając powiedział mi dwie rzeczy. Murzyni słysząc to baczniej nadstawili uszu ja rzekłem im że życzeniem zmarłego było to by mnie słuchali i by na powrót w ich chatach pojawiły się moje słuszne symbole. Gdy przez tłumy przebiegł szmer niedowierzania, zaproponowałem tedy jeszcze usypanie kopca na pamiątkę Zambali co rozwiało obawy malkontentów.

Krewnym Zambali przy wszystkich wypłaciłem pewną sumę pieniędzy by jak sam rzekłem: „osłodzić im stratę”. Nakazałem także dwudniową żałobę i na jej znak na czas nieokreślony zamknąłem przedszkole. Pożegnawszy zgromadzonych wszedłem do domu gdzie po dokonaniu toalety, udałem się do jadalni i spożyłem suty, i wyborny posiłek który stokrotnie mi się należał po przeżytych trudach.

Po nim zadzwoniłem do przyjaciela mego dzieląc się z nim ostatnimi przeżyciami. Gdy powiedziałem o mojej wyprawie z Zambalą, ojciec D’Harbomont słysząc to roześmiał się głośno do słuchawki i spytał tylko jak się czuje wódz…

Wkrótce zastąpiłem prosty symbol wiszący na ścianach chat murzyńskich, czymś bardziej im bliskim. A mianowicie nakazałem murzynom wieszanie w swych domach obrazków z ukochaną przez nich postacią czyli ze mną ubranym w koszulkę z owym symbolem. Tedy modląc się czarni murzyni mogli oddawać hołd nie tylko symbolom ale także i ich wiernemu słudze, którego uratował nawet niedowiarek…





.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Sro Gru 09, 2009, 13-21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

PoMniK...


"Złoty Cielec budowany pod Świebodzinem ma tylko kształty Chrystusa! Jest posągiem bożka pychy i mamony”
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081225/POWIAT13/643929427



Tak jak gołębie wytrwale upiękrzają krakowski rynek, tak nasz ukochany kraj upiększany jest niezliczonymi pomnikami sławiącymi Światłość.

Jeden nieistniejący Bóg i tysiące jego realnie istniejących, pazernych Ambasadorów raczą wiedzieć jak wielkie sumy wydano na te wszystkie monumenta...i jak bardzo pieniądze te mogłyby się przydać i pomóc potrzebującym i żyjącym w naszym kraju, w nędzy.

Tematem wciąż otwartym pozostaje koszmarna forma większości z wybudowanych pomników...lecz tematem zamkniętym jest to który z nich będzie największym i najbardziej kosztownym.

Niekwestionowanym i w dodatku “koronowanym” faworytem w tej dziedzinie, okazuje się monumentalny pomnik Pana J. budowany w niewielkiej miejscowości Świebodzin...


Świebodzin (Lubuskie) wśród niemieckich odwetowców znany jest jako Schwiebus. I to znany dobrze, bo miasto setki lat, aż do powrotu Ziem Zachodnich do macierzy w 1945 r., było w rękach niemieckich lutrów. Pod koniec lat 20. XX wieku polscy katolicy stanowili ok. 20 proc. wszystkich mieszkańców i byli mniejszością narodową i religijną o znaczeniu mizerniejszym od Żydów, których było mniej, ale swoim zwyczajem zajęli kluczowe stanowiska, zwłaszcza w biznesie.

Najpierw Niemcy uporali się ze starozakonnymi Izraelitami - już w 1938 r. niemal wszystkich wywieźli ze Świebodzina. Z kolei ewangelików niemieckich załatwiła bezwyznaniowa Armia Czerwona.

Na narodowo - religijnym zamieszaniu skorzystał Kościół rzymskokatolicki. Co tu kryć - gdyby nie mołodcy z czerwonymi gwiazdami na siermiężnych czapach, Świebodzin ciągle nazywałby się Schwiebus i władaliby nim niemieccy protestanci. A tak jest pięknie i dziś w 22-tysięcznym mieście przy wydatnej pomocy władz powstaje największy w Europie pomnik Chrystusa Króla Wszechświata.

http://gazeta.swiebodzin.pl/content/view/182/124/


Gdy w roku 2005 wszem i wobec ogłoszono rozpoczęcie prac przy tym monstrualnym monumencie, Świebodzin rzecz jasna awansował z ligi zaściankowych zadupi do rangi dziennikarskiej sensacji:


Tego w Polsce jeszcze nie było! W małym miasteczku koło Zielonej Góry stanie gigantyczny pomnik Chrystusa. Będzie tylko o dwa metry niższy od sławnego posągu Jezusa w Rio de Janeiro. Miejscowy proboszcz już zaczął budowę

Na przedmieściach Świebodzina, przy drodze krajowej nr 3, niedawno było pole rzepaku. Teraz praca tam wre - jeżdżą koparki i uwijają się robotnicy. Na polecenie proboszcza budują gigantyczny posąg Jezusa. 21-tysięczne miasteczko leżące 40 km od Zielonej Góry ma mieć pomnik porównywalny z najsławniejszą figurą Chrystusa na świecie.

Wysokość: 30 m, długość głowy: 3,6 m, szerokość ramion: 25 m, liczba schodków w środku: 230.

Robotnicy uwijają się, bo posąg ma być gotowy do jesieni przyszłego roku. Uroczyste otwarcie zaplanowano na 16 października, w 28. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3009380.html


Choć ogromny brazylijski Pan J. rodem z Rio de Janeiro chciwie rozpościera ramiona łapiąc w nie zasłużoną architektoniczną sławę, Pan J. made in Poland, choć nieco niższy od swego brazylijskiego kolegi, ma nie mieć wcale wobec niego kompleksu niższości:


Pomnik będzie widoczny z kilku kilometrów. Fundamenty już stoją. Na nich będzie 10-metrowy postument, a na nim 20-metrowa figura Jezusa z rozłożonymi szeroko ramionami.

Od tej z Rio de Janeiro, będzie ją odróżniała korona na głowie. Jest też analogia z wodą - Chrystus w Rio stoi naprzeciwko zatoki, a ten ze Świebodzina stanie naprzeciwko basenu miejskiego. Żelbetowy postument ma być błękitny, a figura Jezusa - mlecznobiała, lekka, z żywic plastycznoszklanych. W środku - schody na taras widokowy. Na szczycie będą czerwone lampki ostrzegające samoloty.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3009380.html


Gdy prace ruszyły, nie upłynęło wiele wody w świebodzińskiej kanalizacji by na fali fascynacji powstającym pomnikiem, miasto zyskało patrona:


Nigdzie w Polsce władze samorządowe nie włażą aż tak w tyłek Kościołowi. Poparcie budowy pomnika Chrystusa Króla to tylko mały pikuś. W zeszłym roku świebodzińska rada miejska podjęła uchwałę w sprawie woli ustanowienia patrona miasta i gminy Świebodzin.

Patronem miał być nie kto inny, tylko Chrystus Król.

http://gazeta.swiebodzin.pl/content/view/182/124/


Sprawa z wniebowziętym patronem miasta nie była nowa albowiem w najbardziej katolickim z polskich miast (jak określają je niektórzy), Świebodzinie już wcześniej o tym mówiono:


Świebodzin to taka mała enklawa spokoju. Nie ma tutaj bezrobocia, wielkiej przestępczości, gwałtownych zmian. Żyje się spokojnie, cicho, bezpiecznie.

Mieszkańcy Świebodzina widzą w tym znak szczególnej opieki Bożej. To dlatego w 2000 r., podczas roku Wielkiego Jubileuszu, świebodzinianie dokonali uroczystej intronizacji Chrystusa Króla i zawierzenia miasta Jego opiece.

http://www.emito.net/?q=pl/groups/176935/board/336809


Gdy tak wyczekiwana budowa trwała w najlepsze, zyskawszy nie tylko błogosławieństwo ale i opiekę miejscowego Ambasadora, jej główny bohater Pan J. stopniowo zaczął zmieniać nie tylko szaty...ale nawet nieco urósł a najwidoczniej żeby mu się w głowie nie poprzewracało z tych zmian i luksusów, został zdetronizowany przez swoich pomysłodawców przestając być władcą wszechświata a stając się za to królem miłosierdzia:


Stwierdziliśmy więc, że figurę zbudujemy z siatkobetonu z otuliną z kamienia. Poza tym nie chcemy, by nazbyt mocno nawiązywała do tej z Ameryki Południowej, dlatego zmieniliśmy krój szat - przyznaje ksiądz kanonik Sylwester Zawadzki, pomysłodawca i fundator figury Chrystusa Króla.

- Chrystusa Króla Miłosierdzia - poprawia ksiądz. - W ten sposób pomnik zyska polski charakter. Wieść o Chrystusie Królu Miłosierdzia pochodzi bowiem od błogosławionej siostry Faustyny.

Przypomnijmy też, że pierwotnie - jak zakładano jeszcze latem tego roku - figura miała mieć 31 metrów wysokości, dziś zaś mówi się o 33 metrach. - Ma to znaczenie symboliczne i odnosi się do długości życia Jezusa Chrystusa. Z kolei trzymetrowa korona będzie miała związek z okresem publicznej działalności Jezusa. I będzie złocona prawdziwym złotem! - dodaje kanonik.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071211/POWIAT13/71210054


Wielka złocona korona spoczywająca na olbrzymich skroniach gigantycznego Pana J. miała być tylko ułamkiem wydatków związanych z powstawaniem gigantycznego pomnika. Kto zatem miał w teorii ponieść tytaniczne i stale rosnące koszty budowy ?

Gdy w 2005 roku budowa ruszała, jej budowniczowie dość mgliście mówili o pozyskiwaniu na nią środków:


Skąd pieniądze na statuę? Proboszcz nie chce o tym rozmawiać, ale zapewnia, że jest jedynym inwestorem. Według Krzysztofa Tomalaka, wiceburmistrza Świebodzina, pieniądze mają być od sponsorów i ze zbiórek parafian.
[url]http://wiadomosci.gazeta.pl
/wiadomosci/1,60153,3009380.html[/url]


...w 3 lata później mówiono już o tajemniczym inwestorze zwanym “biznesmenem” i “cudach budowlanych” dzięki którym olbrzymi Pan J. szybko stanie na nogi:


Pomnik powstaje systemem gospodarczym, za 25 procent kosztów, jakie normalnie pochłonęłoby całe to gigantyczne przedsięwzięcie. Lwia część pieniędzy pochodzi z ofiarności wiernych i pomocy sponsorów. Przede wszystkim jednak świebodziński kapłan może liczyć na modlitwę swoich wiernych. To ona jest jego najpotężniejszym sojusznikiem.
– Nasza świątynia jest otwarta 24 godziny na dobę. W kościele odbywa się nieustającą Wieczysta Adoracja. Dzięki niej doświadczam niemal każdego dnia rozmaitych „budowlanych cudów”. I wtedy namacalnie widzę, że ten pomnik po prostu musi powstać – mówi ks. Zawadzki.

http://www.emito.net/?q=pl/groups/176935/board/336809


Jednak nie wszyscy parafianie garnęli się by ochoczo “zainwestować” ciężko zapracowane pieniądze w ogromny monument, miast w dobrobyt własnych rodzin:


Bożena Sieciechowicz, mieszkająca nieopodal powstającego pomnika wyznaje: - Jako katoliczka cieszę się z tej inwestycji, choć mogłaby być mniejsza. Nie wiem skąd proboszcz weźmie na to pieniądze, bo chyba nie od nas, parafian.
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081225/POWIAT13/643929427


Rok 2009 odsłonił w pełni komercyjny cel budowy gigantycznego Pana J., który odtąd miał nie tylko stać i czuwać nad zakochanym w nim miastem ale miał jeszcze przynosić wymierne korzyści...bo przecież w religii nawet umrzeć nie wypada za darmo:


Sposób budowy jego główny budowniczy nazywa „gospodarczym”, czyli maksymalnie oszczędnym: budują parafianie, oni też ponoć zrzucają się na potrzebne materiały, których mało nie jest, bo z planów wynika, że świebodziński Jezus ma ważyć ponad 440 ton. Ksiądz mówi, że kosztorysu nie ma, ale współpracujący z nim specjalista nieoficjalnie szacuje wydatki na blisko cztery miliony złotych. W praktyce większość kosztów ponoszą ksiądz i – jak twierdzą pracujący przy pomniku – zaprzyjaźniony z nim lokalny biznesmen deweloper. Z tego, co mówią jego pracownicy, wynika, że liczy on na zwrot kosztów, gdy przedsięwzięcie zacznie- się kręcić i obok pomnika powstanie między innymi lokal gastronomiczny oraz dom pielgrzyma.

Sam biznesmen o budowie pomnika nie chce rozmawiać.

http://przekroj.pl/cywilizacja_otworz_artykul,3984,0.html


Widziałem na ulicach Świebodzina ludzi grzebiących w śmietniku, widziałem brudne i głodne dzieci, którymi nie miał kto się zająć. Chcecie wybudować pomnik Chrystusowi. Zobaczcie obok siebie człowieka który potrzebuje pomocy... Wy wolicie wybudować kolejny pomnik ludzkiej głupoty...
http://www.dzienzadniem.pl/index.php?akcja=lista&lista=8333



Dzieło budowy pomnika początkowo tak dynamiczne z biegiem czasu dokonywało się z coraz większym mozołem.

W starożytnym Egipcie faraonowie by ograniczyć koszty i zapewnić sobie siłę roboczą przy budowie piramid, zaganiali do niej tysiące chłopów którym praktycznie nie płacono niczym prócz batoga. Przy budowie pomnika Pana J., co prawda nie batożono ale również używano taniej siły a praca powoli “posuwała się” do przodu...dosłownie “posuwała się”:


„Spychacz znowu się [----]ł. Standard” wyjaśnia Jacek i wali młotem w zawodną maszynę.

Pracowników winnicy pańskiej jest niewielu. Większość to skromni więźniowie z Zakładu Karnego w Międzyrzeczu.


„Mam do odsiadki 3,5 roku” opowiada jeden z nich. „Jak będę tu tyrał i niczego nie zmajstruję, wyjdę na jesień, czyli po półtora roku kiblowania. To co, nie opłaca się? A ksiądz jeszcze daje 200 złotych na miesiąc. Niby niedużo, ale mógłby wcale nie dawać. I jak ktoś pali, codziennie na papierosy dostaje.

http://gazeta.swiebodzin.pl/content/view/182/124/


Tak samo jak nietypową była sama inicjatywa zbudowania monstrualnego Pana J. tak samo oderwany od ziemi był sposób pracy nad nim:


Nietypowy pomnik Jezusa w Świebodzinie budowany jest równie nietypowo. Gotowa do osadzenia na pomniku i w pełni uzbrojona żelaznymi prętami głowa prędko hali nie opuści. Nikt nie ma pomysłu, jak ją stąd wydostać – brama hali jest trochę za mała
http://www.przekroj.pl/galerie_fotogalerie_galeria.html?galg_id=1201


Wraz z powolnym tempem budowy, wśród robotników wygasał żar miłości do tworzonego na chwałę Światłości, wiekopomnego “dzieła”:


Obecnie stoją w niej prawa dłoń, kawałek ramienia i blisko czterometrowa głowa.

Pracującym tu robotnikom z firmy biznesmena ten niecodzienny widok już się opatrzył: – Tylu Żydów w telewizji pokazują, że jeszcze jeden więcej, jeden mniej różnicy nie robi – tłumaczy pan w granatowym kombinezonie. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie mu patrzeć na fragmenty posągu trochę dłużej, bo chwilowo nikt nie ma pomysłu, jak je z hali zabrać. Gdy całą głowę wyrzeźbiono i poskręcano (nie można jej było spawać, bo częściowo wykona-na jest z łatwopalnego lekkiego materiału), okazało się, że nie można jej wynieść. Nie mieści się bowiem w żadnej z bram hali, nie można jej też pociąć na kawałki. Ksiądz nalega, by w tym celu wyciąć otwór w żelbetonowo-blaszanej ścianie hali, i obecnie jest to jedyny pomysł na awaryjne wyjście z trudnej sytuacji.

http://przekroj.pl/cywilizacja_otworz_artykul,3984,0.html


Nic dziwnego bowiem po latach w systemie opłacania robotników pracujących przy budowie niewiele się zmieniło:


Innym problemem jest to, że z księdzem Zawadzkim mało kto chce współpracować. Bo choć pracownicy mają okazję tworzyć nową wizytówkę miasta, która przetrwa przynajmniej kilka pokoleń, nie podoba im się, że „gospodarskie” budowanie pomnika oznacza pracę za „Bóg zapłać”. Podobno ksiądz ro-botnikom płaci, ale nie są to kwoty oszałamiające – około 270 złotych tygodniowo.
http://przekroj.pl/cywilizacja_otworz_artykul,3984,0.html


Mimo piętrowych, gorliwych modłów świebodziczan, sławetny pomnik Pana J. raz po raz grzązł w mieliznach własnego projektu i niuansach bezpieczeństwa budowy, towarzyszącym zazwyczaj zwykłej samowoli budowlanej:


Pomnik Chrystusa Króla to samowola budowlana
Powiatowy inspektor budowlany wstrzymał prace i do 20 października czeka na ekspertyzę dotyczącą bezpieczeństwa inwestycji.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081014/POWIAT13/287001917


Upływające dziesiątkami dni tygodnie, nie przyniosły ze strony twórców monumentu żadnego doprecyzowania czy prób legalizacji w formie stosownych dokumentów


W październiku 2008 roku Władysław Rudowicz, powiatowy inspektor budowlany informuje, że wstrzymał budowę Chrystusa Króla.

Inwestor - którym jest parafia Miłosierdzia Bożego - zmienił projekt i nie złożył w starostwie odpowiedniej ekspertyzy budowlanej. - Osoba uprawniona musi dokonać obliczeń, które wykażą, czy zmiany są bezpieczne dla konstrukcji - wyjaśnia Rudowicz. - Kontrolę przeprowadziliśmy po lekturze tekstów, które ukazały się ostatnio na łamach "GL”.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081225/POWIAT13/643929427


Rzecz jasna miejscowy “żywioł Światłości” od razu odpowiedział niezadowolonym, “mądrymi” słowami pełnymi braterskiej miłości:


"Najśmieszniejsze jest to, że komuniści ze Świebodzina bardzo się "martwią”, żeby pomnik się nie zawalił z powodu zwiększenia jego ciężaru. Kochani Bolszewicy! Nie martwicie się o sprawy, które was nie dotyczą. Pomnik będzie własnością ludzi wierzących i to jest nasze zmartwienie. Jak się przewróci to go odbudujemy
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081225/POWIAT13/643929427


Gdyby jednak autor powyższych jakże optymistycznych farmazonów wiedział że gigantyczny Pan J. powstaje bez jakiegokolwiek ostatecznego projektu, może miarkowałby swe słowa:


Jeśli budowa pomnika Chrystusa będzie kontynuowana, inspektor nakaże rozbiórkę rzeźby
Kierownik robót chce przystępować do budowy, ale ja mu przypomniałem, że jeśli to uczyni będę musiał zastosować paragraf 50a i nakazać rozbiórkę rzeźby - stwierdza Władysław Rudowicz, powiatowy inspektor budowlany.

(...)

Osoby zatrudnione przy wznoszeniu statuy nie chcą oficjalnie wypowiadać się na temat prowadzonych prac. - Inspektor wymaga od parafii projektu na cały pomnik, a my jesteśmy na etapie poszukiwania projektanta rzeźby jak i wzmocnień - informuje proszący o anonimowość pracownik.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090605/POWIAT13/619382284

I gdy wydawało się że wielkie członki Króla Miłosierdzia na zawsze pozostaną w magazynie, nie zmontowane rękami źle opłacanych pracowników a ziemia nie ugnie się pod ciężarem pomnika Pana J....zaczęły dziać się “cuda budowlane”, bo pod ciężarem całej sprawy ugięli się radni:


W maju radni mieli uchwalić nowy plan zagospodarowania przestrzennego miasta i gminy, który pozwoliłby na działce przy ul. Łużyckiej na legalną budowę pomnika Chrystusa Króla. Ale głosowanie w tej sprawie odbędzie się dopiero w czerwcu.

(...)

studium mówi też o zmianie funkcji działki położonej między pomnikiem a ul. Sulechowską, która należy do Agencja Nieruchomości Rolnych. Radni chcieli, by ta z gruntu pod działalność związaną z kultem religijnym została przekształcona na zieleń parkową.

Uwagi do dokumentu wniosła agencja, która stwierdziła, że zmiana przeznaczenia tej ziemi obniży jej wartość - wyjaśnia Roman Majsner, kierownik wydziału budownictwa w urzędzie miejskim w Świebodzinie. - Dlatego burmistrz zgodził się, by nie zmieniać funkcji działki. To jednak wymaga korekt w planie zagospodarowania przestrzennego miasta i gminy, co o miesiąc opóźni głosowanie w radzie miasta.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090527/POWIAT13/763899960


W Ameryce biedni Indianie by ich szaman mógł sprowadzić deszcz musieli cierpliwie czekać długie dni a nawet tygodnie – podobnie jak zwykli petenci czekają na załatwienie najprostszych spraw w polskich urzędach. Lecz w naszym kraju, szaman potrzebował zaledwie kilka minut by móc dalej kontynuować “niekończącą się budowę”:


Radni w Świebodzinie zalegalizowali pomnik Chrystusa w kilka minut

Wszyscy zgromadzeni radni byli za uchwałą. Jak się dowiedzieliśmy, nie pobrali diet za sesję, pracowali charytatywnie. - Nie rozumiem, dlaczego nasi rajcy są jednomyślni w sprawie pomnika Chrystusa, który jest kontrowersyjny i dzieli mieszkańców - zaalarmował "GL" proszący o anonimowość pan Andrzej z osiedla Łużyckiego.
Czytelnika zirytował przebieg wczorajszej sesji rady, która odbyła się w domu kultury w Świebodzinie. Uchwalono szczegółowy plan zagospodarowania działek przy ul. Sulechowskiej.

Chodzi o grunt, na którym wznoszony jest pomnik Chrystusa Króla. Działka parafii Miłosierdzia Bożego została przekształcona na grunt pod cele kultu religijnego z możliwością zabudowy pomnikiem i hospicjum. To umożliwi legalną kontynuację budowy.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090617/POWIAT13/186026529


Zatem „opatrzność” rękami usłużnych jej kaprysom radnych, otworzyła furtkę by prace nad gigantem Swiatłości mogły ruszyć dalej:


Pomnik Chrystusa Króla został wzmocniony. Teraz parafia musi wystąpić o pozwolenia na budowę

(...)

Na placu budowy byli pracownicy inspektoratu i stwierdzili, że prace wykonano zgodnie ze sztuką budowlaną. - Nasza decyzja po 14 dniach się uprawomocni i ksiądz może zaczynać zabawę od nowa - stwierdza inspektor. - Dalsze roboty może prowadzić, ale zgodnie z art. 28 prawa budowlanego dopiero po uzyskaniu pozwolenia na budowę, co leży gestii starostwa.

Kompetentne organy
Zdaniem powiatowego inspektora, teraz ksiądz musi opracować dokumenty dotyczące planu zagospodarowania działki oraz projekt architektoniczno-budowlany określający funkcję, formę, konstrukcję, charakterystykę czy proponowane rozwiązania techniczne dotyczące inwestycji.

- Projekt w czterech egzemplarzach oraz niezbędne uzgodnienia należy złożyć w starostwie - podkreśla Rudowicz. - Jeśli zaś inwestor nie dopełni tego obowiązku, a roboty będą kontynuowane, znów może dojść do nieprzyjemnej sytuacji.

- Na razie parafia nie złożyła wniosku związanego z pozwoleniem na budowę - stwierdza krótko Paweł Jakub Zięba, kierownik wydziału architektury i budownictwa starostwa w Świebodzinie. - Przyznaję, że nie jestem zorientowany w sprawie, bo pracuję tutaj od kilku miesięcy i dziwi mnie zainteresowanie nią mediów. Problem należy zostawić kompetentnym organom.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090818/POWIAT13/357851258


Mimo że przed budowniczymi monstrualnego wotum jeszcze długa droga do pełnej legalizacji tego co budują, nie przeszkadza im to w zbieraniu jakże umiłowanych przez Światłość pieniędzy:


Wesprzyj budowę
Tymczasem do redakcji "GL" przyszła z Wrocławia kartka pocztowa, na której widzimy projekt pomnika Chrystusa Króla wznoszonego w Świebodzinie. Nadał ją Bart Kudowicz, były fotoreporter naszej gazety.

Czytamy na niej, że ofiary na pomnik Chrystusa Króla można przekazywać na konto parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie - BZWBK 95 1090 1593 0000 0000 5903 7265.

http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090818/POWIAT13/357851258


.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
mariolcia
Apologeta
Apologeta


Dołączył: Apr 03, 2007
Posty: 635
Ostrzeżeń: 2


PostWysłany: Czw Gru 10, 2009, 09-52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wielkie Oko czuwa !


Wszystko co się dzieje jest Bożą wolą. Bóg jest wszechmocny i suwerenny, i nikt nie może skutecznie przeciwstawić się Jego woli.
http://www.baptysci.com.pl/rzym12e.php


Rodzimy się, dorastamy, zakładamy rodziny, żyjemy i kiedyś w końcu umieramy.

Życie człowieka biegnie określonym torem wyznaczanym przez jego własne siły witalne, przepisy obowiązującego prawa czy dobro najbliższych.

Światłość bezceremonialnie jednak dodaje postać wszechmocnej istoty odpowiedzialnej za istnienie wszystkiego i sprawującej bezustanny nadzór nad tym co kiedyś stworzyła. Dlatego stronnicy Światłości lubią używać stwierdzeń typu: “Bóg tak chciał” czy “Bóg dał-Bóg wziął”, zazwyczaj tłumacząc sobie w ten sposób złe koleje losu które ich spotkały.

Szczególnie powiedzenie “Bóg dał-Bóg wziął” niesie z sobą ładunek kontrowersji z racji innego porzekadła świadczącego że “Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera”.

Skoro według sług i stronników Światłości to ich Pan nie tylko stworzył wszechrzecz ale także w swej nieskończonej mądrości decyduje o losie każdego (co bywa określane “Bożym planem”), to przeanalizujmy przypadek najprostszy i zarazem najbardziej dobitny w swej wymowie.

Jakie miejsce dla stronnika Światłości winno być nie tylko najszczęśliwszym (z racji kontaktu z jego Panem) i zarazem najbezpieczniejszym ? Oczywiście tym miejscem jest świątynia, zwana “domem bożym”, w dalszej części tekstu będę używała skrótu “DB”.

“Dom boży” jest miejscem modlitw i adoracji Szefostwa zarządzającego Światłością. Jest specjalnym miejscem w którym według Ambasadorów człowiek może najpełniej poczuć kontakt z Bogiem...
...czasem jednak mimo opieki niebios stronnicy Światłości za wizytę w domu bożym mogą zapłacić życiem...


26 osób zginęło w wypadku autokaru, który przewoził ok. 50 polskich pielgrzymów odwiedzających m. in. La Salette we Francji.

Autokar, którym jechało 50 pielgrzymów, stoczył się z drogi do koryta rzeki i stanął w płomieniach.

http://info.wiara.pl/doc/167930.Wypadek-w-drodze-z-La-Salette


Aby cokolwiek odprawić w DB potrzebni są ludzie, w innym wypadku Ambasador sam musiałby dokonać wyznania win, przekazania sobie samemu znaku pokoju, czy co najgorsze – rzucenia pieniędzy na własną tacę.

By ludzie przybyli do świątyni muszą oczywiście do niej albo przybyć w trybie “per pedes” albo dojechać. Ale nie każdy śpieszący by głosić chwałę Pana, dotrze na miejsce żywy...:


Bóg zabrał dwa aniołki

Taka straszna tragedia! Dwie przyjaciółki - Dominika W ( 10 l.) i Beata O. ( 12 l.) z Jazowska (woj. małopolskie) - dobre, kochane dziewczynki - zginęły straszliwą śmiercią w wypadku samochodowym. Były akurat w drodze do kościoła.

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/bog-zabra-dwa-anioki_55479.html


Dlaczego tragiczną śmierć ubrano w tak wzniosłe słowa ? Czyżby Światłość która ponoć rządzi ludzkim życiem dała dwojgu dzieciom idącym by ją sławić, takie oto “wyróżnienie” ? Gdzie tu sens, gdzie logika ? Ktoś w tym miejscu powie że “Niezbadane są wyroki boskie”...ale śmierć zawsze tu na ziemi pozostaje śmiercią i końcem ostatecznym choć i taki można ubrać w dowcip:

Para młoda w drodze do kościoła zginęła w wypadku samochodowym. W niebie pytają się św. Piotra:
-Czy moglibyśmy tutaj wziąć ślub?
-Zobaczę co da się zrobić.
Mijają trzy miesiące. W tym czasie para nabrała trochę wątpliwości.
-Możecie wziąć ślub!
-A jeślibyśmy chcieli się rozwieść?...
-Co? Jeśli tyle czasu tu jakiegokolwiek księdza szukałem, to jak ja tu prawnika znajdę?!
http://www.humorpage.pl/dowcipy.php?id=6421


Kościelne ogrodzenie ma nie tylko chronić DB przed wiernymi którzy o niewłaściwej porze chcieli by porozmawiać z Bogiem...ale przed wszystkimi “intruzami” wkraczającymi na “pełen miłosierdzia i miłosci” teren świątyni:

Koło kościoła pw. Matki Boskiej Częstochowskiej mężczyzna nadział się na ogrodzenie.

Około 50-letni mężczyzna przechodził przez ostro zakończony, metalowy płot i jeden prętów wbił mu się w pośladek. Do akcji musieli wkroczyć strażacy, którzy oprócz samochodu gaśniczego wysłali na miejsce także wóz ratownictwa technicznego. By uwolnić mężczyznę trzeba było wyciąć fragment ogrodzenia. Razem z około 30-centymetrowym prętem w ciele, karetka odwiozła go do szpitala.

http://www.izg.pl/index.php/mapa/action/szukaj/?id=8945&page=aktualnosci


Ale nie tylko kościelne ogrodzenie bywa pułapką. Nawet przekraczając progi DB stronnik winien uważać i mieć oczy szeroko otwarte na czyhające tam niebezpieczeństwa:

Lekarz dokonujący aborcji zabity w kościele

Lekarz znany z dokonywania tzw. późnych aborcji George Tiller zginął zastrzelony w niedzielę w kościele w mieście Wichita, w amerykańskim stanie Kansas.
Miejscowa policja podała, że 67-letni doktor został zastrzelony z krótkiej broni palnej ok. godziny 10.00 w przedsionku kościoła luterańsko-reformowanego, do którego uczęszczał.

http://fakty.interia.pl/swiat/news/lekarz-dokonujacy-aborcji-zabity-w-kosciele,1315726


Powyższy przypadek jest jednym z wielu mających miejsce w historii gdzie w przedsionkach świątyń można było spotkać śmierć.

Załóżmy jednak że stronnik Światłości bez uszczerbku dotarł do DB by z radością w sercu sławić niebiosa. To jednak nie gwarantuje mu żadnej polisy na przeżycie bo w murach “domu Pana” spotkać go może wiele rodzajów gwałtownej śmierci:

A) Wszędzie i o każdej godzinie można oprzeć się na Miłości Boga. Taki mur nie może się zawalić .... z jednej tylko przyczyny, jest zbudowany z Najczystszej Miłości.
http://www.vismaya-maitreya.pl/modlitwy_milosc_boga.html

...czyli wypadki określane mianem katastrof budowlanych:


Co najmniej siedem osób zginęło, a kilkadziesiąt zostało rannych, gdy w przerwie między nabożeństwami zawalił się dach kościoła Odrodzenia w Chrystusie w Sao Paulo. Choć policja twierdzi, że w chwili wypadku w świątyni modliło się ok. 60 osób, brazylijskie media donoszą, że w kościele przebywało blisko 400 wiernych. Gdyby do wypadku doszło kilka minut wcześniej lub później, bilans ofiar byłby tragiczniejszy. Świątynia może bowiem pomieścić nawet 2000 osób.
http://www.se.pl/archiwum/dach-koscioa-przygniot-wiernych_86669.html

Śmierć nie bacząc na stworzony i wyznawany przez ludzi mit czy szerokość geograficzną, w najlepsze grasuje w DB na całym świecie:

17 osób zginęło na północy Etiopii, gdzie w czasie mszy na głowy wiernych zawaliła się XIII-wieczna świątynia

Do tragedii doszło podczas uroczystości ku czci patrona świątyni Archanioła Gabriela, która zgromadziła setki ludzi.

http://wyborcza.pl/1,75248,1849795.html


Zginąć w DB może każdy stronnik z wielkich odłamów reprezentujących Światłość:

Nepal: Zawalił się protestancki kościół
Co najmniej 23 osoby zginęły a wiele innych odniosło rany na skutek zawalenia się prowizorycznego kościoła Dharan w południowo-wschodniej części Nepalu. O katastrofie poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Kathmandu.

Agencja AP donosi, że ofiarami były ofiary konferencji zorganizowanej przez protestantów. Zostały one przygniecione murem, który się na nie zawalił. Obok 23 ofiar śmiertelnych, w tym dzieci rany odniosło ok. 60 osób. W budynku podczas katastrofy przebywało około 1500 osób.

http://info.wiara.pl/doc/339450.Nepal-Zawalil-sie-protestancki-kosciol

B) Zamachy bombowe:


Nepal: Zamach w kościele. Dwie osoby zginęły

W Katmandu dwie osoby zginęły, a piętnaście zostało rannych w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego. Do wybuchu doszło w katolickim kościele w stolicy Nepalu.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6641819,Nepal__Zamach_w_kosciele__Dwie_osoby_zginely.html


C) Nożownicy i inni psychopaci:


Świętokrzyskie: Nożownik w kościele, są ranni

Trzy kobiety ranił nożem 25-letni mężczyzna podczas niedzielnej mszy w jednym z kościołów w Staszowie (Świętokrzyskie) - poinformował PAP Zbigniew Pedrycz z Zespołu Prasowego świętokrzyskiej policji.

Po zaatakowaniu kobiet, 25-latek wbił sobie nóż w gardło. Został przewieziony do szpitala, gdzie jest operowany.

http://fakty.interia.pl/polska/news/swietokrzyskie-nozownik-w-kosciele-sa-ranni,1337507


D) Tylko jeden Bóg wie co najlepsze jest dla każdego indywidualnie.
http://www.vismaya-maitreya.pl/modlitwy_milosc_boga.html


...czyli inne, czasem absurdalne wypadki przed którymi mury świątyń ani moc Światłości nie chronią:


Zginął przygnieciony ołtarzem, gdy dziękował za ocalenie

45-letni pobożny katolik z Wiednia, który przyszedł do kościoła świętego Józefa w Weinhaus, żeby pomodlić się po tym, jak udało mu się uwolnić z zaciętej windy, zginął pod ciężarem kamiennego - ważącego 390 kilo - ołtarza.

Mężczyzna wystraszył się, kiedy został uwięziony w windzie, ale po odmówieniu modlitwy udało mu się ją uruchomić. Właśnie dlatego postanowił udać się do kościoła.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,32794,title,Zginal-przygnieciony-oltarzem-gdy-dziekowal-za-ocalenie,wid,11481565,wiadomosc.html?ticaid=18b92


Spektakularny wypadek - Skoda Octavia wbija się w dach kościoła!
Niemiecka policja ustala przyczyny wypadku samochodowego, którego skutkiem było… wylądowanie auta w dachu kościoła!

http://www.v10.pl/Spektakularny,wypadek,Skoda,Octavia,wbija,sie,w,dach,kosciola,26925.html



Śmierć czyha nie tylko w świątyniach ze znakiem krzyża, jednakże ponoć i takimi rządzi moc Światłości, wszak jej stronnicy wytrwale dowodzą że tylko ich mityczny Bóg jest jedynym i jedynie słusznym...:



Dziesiątki rannych w strzelaninie w Wiedniu

Do 30 osób zostało rannych w strzelaninie, do jakiej doszło w niedzielę w świątyni sikhijskiej w Wiedniu - poinformowała austriacka agencja APA, powołując się na służby ratownicze. - Wszystkie osoby zamieszane w incydent, zostały zatrzymane - poinformował agencję France Presse rzecznik wiedeńskiej policji nie informując o liczbie zatrzymanych sprawców, ani o potencjalnym motywie.

http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91152,6644194,Dziesiatki_rannych_w_strzelaninie_w_Wiedniu.html



Do powyżej ukazanych przykładów dochodzą jeszcze te świadczące że nawet “święte figury” nie są bezpieczne w świątyni:


Link:

http://www.youtube.com/watch?v=1ixyC0Qj01k


Zakończenie dziękczynnych modlitw i dopełnienie coniedzielnego obowiązku w DB, nie zapewnia ludziom oddanym Światłości żadnej ochrony czy choćby względów z jej strony...nawet podczas powrotu ze świątyni do domu:


Straszny wypadek w Kozienicach! Dwójka małych dzieci straciła mamę. Kobieta wracała z kościoła

Osobowy seat toledo dosłownie roztrzaskał się na kawałki. Przednie drzwi od strony kierowcy leżały kilkadziesiąt metrów dalej.

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090904/POWIAT0203/931436600


Wśród wracających z modlitwy w “domu bożym” śmierć zbiera bezlitosne żniwo, nie zważając na status czy wiek ofiar:


Tragiczny wypadek na drodze koło kościoła w Starym Wiśniczu. W piątek tuż po godz. 18.00 samochód osobowy potrącił na pasach dwie kobiety - jedna z nich (65 lat) zmarła na miejscu w wyniku odniesionych obrażeń, druga (47 lat) w stanie ciężkim trafiła do bocheńskiego szpitala.

Do wypadku doszło na przejściu dla pieszych, tuż koło kościoła (kobiety właśnie z niego wracały).

http://www.bochnianin.pl/5105_smiertelne_potracenie_w_starym_wisniczu.html


Jak więc wierni mogą pogodzić z jednej strony pieczę nad ich życiem sprawowaną przez Światłość, a z drugiej strony śmierć która może ich spotkać nawet w jej świątyni i to w czasie gdy zanoszą do tejże Światłości dziękczynne modły ?


Podobnie jak w świecie baśni tak i w wierze wszystkie rzeczy są możliwe ale co najważniejsze można je na swój przewrotny sposób uzasadnić, podobno bezbłędnym i perfekcyjnie mądrym postępowaniem istoty wyższej...ale do czego taka ślepa wiara może prowadzić ?:


11-latka zmarła, bo ojciec się modlił zamiast wezwać lekarza
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,11-latka-zmarla-bo-ojciec-sie-modlil-zamiast-wezwac-lekarza,wid,11370135,wiadomosc.html


.
_________________
"Głupca nie czyni brak rozumu lecz brak wiary"
Ojciec Jan Klimiec
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   








Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    www.skarzysko.org Strona Główna -> Inne  
Strona 2 z 6Wszystkie czasy w strefie Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny

 
Złącz tematy 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

jestesmy na ich serwerach

    Redakcja :: Reklama :: Kontakt :: Statystyki strony :: Projektowanie stron www
Created by rav30pl http://www.skarzysko.org    

statystyki www stat.pl

Niniejsza strona nie jest ani w sposób finansowy, ani organizacyjny związana z żadną organizacją państwową, samorządową czy inną. Wykonanie i redagowanie: Rafał Zieliński
Skarżysko-Kamienna On-Line - Pierwszy Prywatny Portal miasta i powiatu Skarżysko-Kamienna - www.skarzysko.org
Tworzenie strony: 0.292 sekund